Skocz do spisu treści

Światełko

Czasopismo Polskiego Związku Niewidomych dla dzieci starszych

numer 6, czerwiec 2013

Redakcja:
Ewa Fraszka-Groszkowska (red. naczelna)
Marta Michnowska
Barbara Zarzecka

Kolegium redakcyjne:

Wanda Chotomska
Hanna Karwowska-Żurek
Anna Nowakowska
Małgorzata Pacholec
Magdalena Sikorska

Adres redakcji:
ul. Konwiktorska 9,
00-216 Warszawa

tel.:(22) 831-22-71 wewn. 253 lub (22) 635 19 10

e-mail: swiatelko@pzn.org.pl

Uwaga! Jeśli chcesz zamknąć okno a później móc wrócić do ostatnio czytanego artykułu, cofnij się do najbliższego linku "zaznacz" i otwórz go.


Spis treści

Życie - AGNIESZKA OSIECKA
Pokaż lewy profil, ciesz się życiem i poznaj znaczenie słów…
Ojciec objaśnia - CZESŁAW MIŁOSZ
Feta, oliwki i Arystoteles - MONIKA DUBIEL
Ciekawostki
Coś pysznego: Czerwiec o smaku słodko-kwaśnym
Językowe potyczki: Na zdrowie! - KROPKA
Cooltura: Nie ma jak u taty… - BARBARA ZARZECKA
Cooltura: Muzyka z kosmosu - KONRAD ZYCH
Tajemnicza zjawa z lasów - PRZEMYSŁAW BARSZCZ
English corner
Sport to zdrowie: Czas na rywalizację - SEBASTIAN MICHAILIDIS
Wskocz na rower!
Co wolno rowerzyście?
Spróbuj rozwiązać!
Konkurs!!!
Z uśmiechem łatwiej
Rozwiązanie zagadek



Życie - AGNIESZKA OSIECKA

Życie nie stawia pytań,
życie po prostu jest...
Czasem zębami zgrzyta,
a czasem łasi się jak pies.
A Ty, który wszystko wiesz,
znasz wszystkie kwasy i zasady,
powiedz nam – jak to jest
po tamtej stronie lady.
A Ty, który wszystko znasz,
terminy święta i zagłady,
powiedz nam – jak jest tam,
po tamtej stronie lady?
Czy się tam sieje zboże,
czy się po prostu trwa,
może tam mają morze
i czy jest taki ktoś jak ja.
Życie nie daje nagród,
życie nie daje wiz,
życie to trochę szabru
i bardzo rzadko – czysty zysk.
A Ty, który wszystko wiesz,
znasz wszystkie kwasy i zasady,
powiedz nam – jak to jest
po tamtej stronie lady.
A Ty, który wszystko znasz,
terminy święta i zagłady,
powiedz nam – jak jest tam,
po tamtej stronie lady?

zaznacz i zamknij wróć do góry



Pokaż lewy profil, ciesz się życiem i poznaj znaczenie słów…

Chcesz w przyszłości dużo zarabiać? Jest na to sposób – bądź szczęśliwy. Chcesz zrobić
na kimś dobre wrażenie? Pokaż mu swój lewy profil.

Radosny nastolatek to bogatszy dorosły
Wiadomo, że lepiej być wesołym niż smutnym. Okazuje się także, że jest to opłacalne! Niby nic nowego… Nie od wczoraj przecież wiadomo, że szczęśliwemu żyje się lepiej. Ale angielscy naukowcy postanowili zgłębić temat i poddali wieloletnim badaniom duże grupy młodzieży. Otóż okazało się, że zadowolenie z życia u nastolatków bezpośrednio przekłada się na efektywność ich przyszłej pracy i zarobki. I odwrotnie – ci, którzy mieli złe samopoczucie, twierdzili, że nie mają żadnego powodu do radości – po kilku latach (mimo iż deklarowali już lepsze nastawienie do życia) mieli większe problemy na rynku pracy i gorzej pracowali oraz zarabiali na porównywalnym stanowisku. To chyba działa na zasadzie „czym skorupka za młodu nasiąknie…”. Wynik tych badań to ważny sygnał dla polityków, pedagogów. Dla państwa opłacalne jest dbanie o szczęśliwy rozwój emocjonalny nastolatków, bo to oni przecież będą wkrótce motorem napędzającym gospodarkę!

Obie strony twarzy wyglądają tak samo?
Bynajmniej. Jeżeli chcesz wyglądać korzystnie, na przykład na zdjęciu – prezentuj lewą stronę twarzy. Jest ona odbierana jako ładniejsza, silniej też odbijają się na niej twoje emocje. Wiadomo przecież, że większość emocji wypisana jest na twarzy, której mięśnie są „specjalistami” od prezentowania różnych nastrojów – złości, strachu, radości i tak dalej. Badania wykazały, że to właśnie lewa strona twarzy jest silniej aktywowana do wyrażania emocji, zwłaszcza tych przyjemnych. Uczestnicy badania mieli wyrażać swoje opinie na temat zdjęć różnych osób – lewego i prawego profilu – uchwyconych w chwilach emocji. Co ciekawe, naukowcy przygotowali też pewne pułapki, a mianowicie komputerowo przygotowano lustrzane odbicia niektórych zdjęć i w ten sposób lewy profil znajdował się po prawej stronie. I wówczas uczestnicy wskazywali właśnie ten prawy profil (czyli tak naprawdę lewy). To ostatecznie utwierdziło badaczy – lepiej oceniamy czyjś lewy profil. Czy to nowe odkrycie? Otóż nie! Spójrzcie na dzieła malarzy sprzed wieków. Portretowali swoich modeli i modelki z lewej strony!

Jak powiedzieć „nie” i nie zrobić komuś przykrości?
Być asertywnym to niełatwa sprawa – często podejmujemy się zrobić coś tylko dlatego, że głupio jest odmówić albo nie wiemy, jak grzecznie i stanowczo powiedzieć „nie”. A potem mamy wrażenie, że… jesteśmy frajerami, bo inni wykorzystują naszą słabość. Oto cztery zdania – odmowy, które nie powinny nikogo urazić. Nie wahaj się, wypróbuj następnym razem. „W tej chwili nie mogę ci pomóc, mam dużo innych zobowiązań (albo: obiecałem zrobić coś innego).” I koniec, żadnego tłumaczenia, co takiego masz do roboty. Proszący zacznie dręczyć pytaniami? W kilku zdaniach powiedz, czym się zajmujesz, ale nie poruszaj już sprawy, o którą cię prosi. To jego decyzja, jak sobie teraz poradzi – może przecież zadeklarować, że ci pomoże, a następnie ty jemu. Albo poszuka kogoś innego. Ale to on sam musi zdecydować, co zrobi. „Muszę się zastanowić, dam ci znać niedługo” – mówiąc te słowa, dajesz do zrozumienia, że poważnie traktujesz czyjąś prośbę i nie chcesz ani jej zbyć, ani zawieść pokładanego w tobie zaufania. Postępujesz jak biznesmen, który nie rzuca słów na wiatr i nie trwoni pieniędzy na głupie inwestycje. To lepsze niż rzucanie entuzjastycznego „tak, jasne, chętnie”, a potem wycofywanie się i przepraszanie. „Wydaje mi się, że nie najlepiej trafiłeś. Kompletnie nie znam się na tym, o co mnie prosisz. Ale uważam, że Krzysiek (Ola, pani od polskiego, pani sekretarka i tak dalej) będzie umiał ci pomóc.” To jest uczciwe – jesteś jak lekarz pierwszego kontaktu. Jeśli widzi schorzenie, które wymaga specjalistycznego podejścia, kieruje pacjenta do specjalisty. I ty też. Nie umiesz czegoś? Nie wstydź się. Jednocześnie przecież pomagasz, wskazując właściwszą osobę. Pamiętaj – jeśli stanowczo i grzecznie powiedziałeś „nie, nie zrobię tego”, to takiej wersji już się trzymaj. Bo gdy za chwilę zaczniesz przepraszać, nadmiernie się tłumaczyć – cały efekt na nic.

„Victor Gimnazjalista”

zaznacz i zamknij wróć do góry



Ojciec objaśnia - CZESŁAW MIŁOSZ

"Tam, gdzie ten promień równiny dotyka
I cień ucieka, jakby biegł naprawdę,
Warszawa stoi, ze wszech stron odkryta,
Miasto niestare, ale bardzo sławne.

Dalej, gdzie z chmurki wiszą deszczu struny,
Pod pagórkami z akacjowym gajem,
To Praha. Nad nią zamek widać cudny,
Wsparty na górze starym obyczajem.

To, co krainę białą pianą dzieli,
To Alpy. Czarność - to są lasy jodły.
Za nimi, w słońca żółtego kąpieli
Italia leży niby talerz modry.

Z pięknych miast, których wznosi się tam wiele,
Rzym rozpoznacie, chrześcijaństwa stolicę,
Po tych okrągłych dachach na kościele,
Czyli świętego Piotra bazylice.

A tam, na północ, za morską zatoką,
Gdzie mgły niebieskiej chwieje się równina,
Paryż chce wieży towarzyszyć krokom
I stado mostów ponad rzeką wspina.

I inne miasta Paryżowi wtórzą
Szkłem ozdobione, okute żelazem.
Ale na dzisiaj byłoby za dużo.
Resztę opowiem kiedyś innym razem".

zaznacz i zamknij wróć do góry



Feta, oliwki i Arystoteles - MONIKA DUBIEL

Wszyscy pamiętamy z lekcji historii, że to właśnie starożytna Grecja była kolebką cywilizacji europejskiej. Tam powstały pierwsze struktury państwowe oparte na demokracji. Rozwinęły się: architektura, filozofia, matematyka, rzeźba i literatura. Narodziły się igrzyska olimpijskie oraz teatr.
Nie ulega wątpliwości, że Hellada, dominowała w starożytnym świecie zarówno na polu kulturalnym, jak i handlowym czy technologicznym. A jak wygląda jej spadkobierczyni, współczesna Grecja? Spróbujemy się dowiedzieć…

Na mapie
Dzisiejsza Grecja to niewielkie państwo o powierzchni ok. 140000 km2, czyli ponad 2 razy mniejszej od Polski. Leży na samym południu Półwyspu Bałkańskiego. Graniczy z Bułgarią, Albanią, Macedonią i Turcją. Otaczają ją morza: Egejskie, Kreteńskie, Jońskie i Śródziemne. Wiele nazw geograficznych okaże się znanych nam z mitologii, jak np. najwyższy szczyt Grecji, wznoszący się 2917 m n.p.m. Olimp, według starożytnych będący siedzibą bogów. Mniej więcej 20% powierzchni Grecji to wyspy. Jest ich ok. 1400, z czego tylko ok. 200 jest zamieszkanych. Największe to: Kreta, na której żył straszny potwór Minotaur, będąca siedzibą słynnej poetki Safony Lesbos czy Rodos, gdzie zbudowano sławną rzeźbę Zeusa tzw. Kolos Rodyjski.
Blisko 81% powierzchni Grecji zajmują pasma górskie. Jedyne niziny znajdują się na wybrzeżu. Bardzo rozwinięta linia brzegowa sprawia, że Greckie plaże pełne zatoczek, półwyspów i skał są niezwykle malownicze.

Co po Peryklesie?
W starożytności głównym ośrodkiem politycznym i kulturalnym Grecji były oczywiście Ateny, gdzie rozwinęły się rządy zwane potem demokracją ateńską. W późniejszych latach wraz ze wzrostem znaczenia Imperium Rzymskiego miasta greckie stały się rzymskimi koloniami. Po rozpadzie cesarstwa tereny dawnej Hellady weszły w skład Bizancjum, gdzie język i piśmiennictwo greckie odegrały niezwykle ważną rolę, zwłaszcza po rozpadzie kościoła katolickiego na wschodni i zachodni. Po upadku Konstantynopola władzę nad tymi ziemiami przejęli Turcy. Grecja ogłosiła niepodległość od Imperium Osmańskiego w 1821 r., co zostało uznane przez inne kraje dopiero na konferencji londyńskiej w 1830 r. W XIX w. przetoczyło się przez jej tereny wiele powstań i walk z Turcją. W obu wojnach światowych Grecy walczyli po stronie aliantów, choć w II wojnie ich terytorium było pod okupacją niemiecką. W drugiej połowie lat 40. jeszcze przez parę lat trwała wojna domowa, po której przywrócono monarchię. Potem nastąpiły krwawe rządy junty wojskowej, aż w 1974 proklamowano republikę, którą Grecja jest do dziś.

Coś na ząb
Kuchnia grecka jest w świecie znana i ceniona jako prosta, a jednocześnie zdrowa i smaczna. Wykorzystanie dojrzewających w pełnym słońcu soczystych warzyw, takich jak pomidor, bakłażan i papryka, aromatycznych ziół oraz produktów lokalnych, np. słony twardy ser biały feta, oliwki czy liście winorośli, sprawia, że ma ona bardzo charakterystyczny, intensywny i niepowtarzalny smak. Ze względu na pasterskie tradycje Grecji w śród mięs najpopularniejsze są baranina i jagnięcina. W kraju tak związanym z morzem nie może zabraknąć oczywiście również świeżych ryb i owoców morza.
A oto kilka najsłynniejszych dań z okolic Peloponezu: choriatiki, czyli sałatka wiejska, u nas znana jako sałatka grecka, składająca się ze świeżych warzyw, oliwek i fety z dodatkiem oliwy i ziół; dolmades to małe gołąbki zawinięte w liście winorośli; gyros - mięso opiekane dookoła na pionowym ruszcie, podawane często w bułce, zwanej pitą, z warzywami; tzatziki - sos na bazie jogurtu ze świeżych ogórków i czosnku; melizanosalata - pasta z pieczonych bakłażanów; musaka - zapiekanka z mielonego mięsa, ziemniaków i bakłażana z sosem pomidorowym oraz beszamelem.

Na wycieczkę
W Grecji znajduje się oczywiście wiele zabytków jej starożytnej kultury. Jednak nie tylko one przyciągają turystów. Znajdziemy tam też wiele śladów kultury bizantyjskiej, miejsc kultu religii prawosławnej, a także piękne plaże, malownicze wysepki i urocze zatoczki dla leniuchów. Największe miasta to: Ateny, Saloniki, Pireus, Patras.
Będące stolicą zarówno dziś jak i w starożytności Ateny mogą, ze względu na swą bogatą historię, wiele zaoferować. Nazywane są największą wsią Grecji, gdyż z powodu ogromnej migracji ludności z terenów wiejskich, w mieście w sposób zaskakujący mieszają się dwa światy. Obok luksusowych hoteli stoją małe tawerny, a między wysokimi nowoczesnymi wieżowcami wyrastają wiejskie domki. Warte zobaczenia jest wzgórze Akropol ze słynną świątynią Ateny - Partenonem.
Inne słynne starożytne świątynie w Grecji to np.: świątynia Posejdona w Attyce albo świątynia Demeter w Eleuzis, która znajduje się pod Maratonem, miejscem słynnej bitwy, od której pochodzi nazwa ponad czterdziestokilometrowego biegu. Warto zajrzeć też do Olimpii, gdzie narodziły się igrzyska.
Jeśli mamy już dość starożytności możemy wybrać się do Meteorów. Jest to kompleks malutkich klasztorów umieszczonych na wysokich niedostępnych skałach. Służą mnichom, którzy postanowili spędzić życie na kontemplacji. Miejscem związanym z religią prawosławną jest święta góra Athos. Jest to również klasztor kontemplacyjny, który odegrał ogromną rolę w życiu duchowym średniowiecznej Europy wschodniej, gdyż to stamtąd pochodzili pierwsi uczeni, kronikarze, pisarze i reformatorzy. Kobiety nie mają tam wstępu.
Na koniec możemy poleżeć na plaży jednej z licznych wysp. Jeśli znudzi nam się piasek możemy wybrać się na czarne wulkaniczne plaże np. na Santorini. Jeśli do tego dodamy ogromne ilości soczystych brzoskwiń, pomarańczy i arbuzów, które z pewnością będziemy mieli okazję w trakcie takiej wycieczki zjeść, wakacje na pewno będzie można uznać za udane.

Ciekawostki
1. Uniwersytet w Atenach nosi imię słynnego filozofa Arystotelesa i udekorowany jest oryginalnymi antycznymi rzeźbami. Młodzi Grecy studiują zatem pod bacznym spojrzeniem starożytnych bohaterów i bogów.
2. Tsiknopempti, czyli grecki tłusty czwartek, podobnie jak w Polsce obchodzi się ok. tydzień przed rozpoczęciem Wielkiego Postu, ale zamiast pączków je się wtedy ogromne ilości pieczonego mięsa.
3. Najsłynniejszym greckim tańcem jest zorba rozsławiona przez tytułowego Greka Zorbę z powieści Nikosa Kazantzakisa. Powtarzający się motyw muzyczny na początku jest spokojny, ale z każdą minutą przyspiesza. Trzymający się za ręce, stojący w kręgu tancerze poruszają się najpierw spokojnie, by na końcu osiągnąć szaleńcze tempo grane przez orkiestrę.

zaznacz i zamknij wróć do góry



Ciekawostki

Czarna mamba
Tak nazywa się największy i najbardziej jadowity wąż Afryki. Jego wysoce toksyczny jad zawiera neurotoksynę, która działa na układ nerwowy ofiary, paraliżując mięśnie. Ofiara zachowuje świadomość, ale jest sparaliżowana. Śmierć następuje wskutek uduszenia w ciągu 7-15 godzin od ukąszenia. Na jad czarnej mamby wynaleziono skuteczne antidotum, które podane szybko w dużych dawkach ratuje życie ofiary.
Francuscy uczeni odkryli, że jad ten zawiera także bardzo silny związek działający przeciwbólowo. Nazwano go mambalginą. Zastanawiają się teraz po co wężowi taki składnik w jadzie, który ma uśmiercać ofiarę. Być może działa on inaczej na ptaki, a inaczej na ssaki. Badania trwają.
Czarna mamba zamieszkuje Sahel oraz środkową i południową Afrykę. Zwykle ma 2,5 metra długości, ale zdarzają się okazy osiągające nawet 4,5 metra. Nazwa pochodzi od czarnej barwy wnętrza pyska. Kolor jej skóry jest zróżnicowany – od oliwkowego, przez brązowy po lśniąco czarny. Jest to też jeden z najszybszych węży świata, porusza się z szybkością do 20 kilometrów na godzinę.
Środowiskiem czarnej mamby są zarośla i lasy. Często wspina się po drzewach, czasem nazywa się ją nawet wężem drzewnym. Kiedy atakuje, potrafi się bardzo wysoko podnieść. Szczególnie duże węże są wtedy w stanie sięgnąć twarzy dorosłemu człowiekowi. Uderza szybko i wielokrotnie kąsa. Poluje zwykle na drobne zwierzęta, zwłaszcza myszy, szczury, jaszczurki i ptaki. Zdarza się, że zabija również duże zwierzęta, jak bydło czy żyrafy, które atakuje zarówno z ziemi, jak i z gałęzi drzew. Po ukąszeniu wycofuje się i czeka na sparaliżowanie ofiary. Aktywna jest całą dobę. W niewoli żyje do 12 lat.
Samica składa średnio 6-15 dużych jaj, zwykle w kopcach termitów. Po 80-90 dniach wykluwają się młode. Mierzą wtedy 60 centymetrów, ale w ciągu roku osiągają już 2 metry.
Do rodziny mamb oprócz mamby czarnej należy też mamba zielona, równie jadowita, ale z jaskrawo zieloną skórą, a także trochę mniejsza, ale też zielona i jadowita mamba pospolita.

Życie na wodzie
W Koralowym Trójkącie między Indonezją, Malezją i Filipinami żyje na oceanie lud Bajau, liczący około 400 tysięcy osób. Gdy ludzie ci wychodzą na ląd, zapadają na dziwną „lądową” chorobę. Cały ich dobytek znajduje się na łodziach długich na 5 i szerokich na półtora metra. Te zbudowane z drewna łodzie to dla Bajau dom, środek transportu i narzędzie pracy. Tylko na niektórych jest zadaszenie z pali i mat, chroniące część mieszkalną. Nieliczne mają silniki, większość posługuje się wiosłem. Bajau jako jedni z niewielu na świecie potrafią schodzić bez butli na głębokość 30 i więcej metrów. Pod wodą na jednym oddechu wytrzymują kilka minut.
Jedynym źródłem utrzymania Bajau są skarby morza: ryby i perły, które można sprzedać lub wymienić na inne towary. Największym rarytasem są strzykwy. Są to głównie denne zwierzęta o długości od kilku centymetrów do 1 metra. Mają ciało dwuboczne, symetryczne, ogórkowatego kształtu. Dlatego nazywa się je też ogórkami morskimi. Przy podrażnieniu strzykwy wyrzucają na zewnątrz wnętrzności, które następnie regenerują. Żywią się małymi zwierzętami, które pobierają wraz ze szlamem lub planktonem, przylepiającym się do ich kleistych czułków. Strzykwy są też szeroko stosowane w medycynie, zwłaszcza chińskiej.
Rządy Filipin, Indonezji i Malezji próbują zmusić wodnych nomadów do osiadłego trybu życia. Dla świętego spokoju Bajau zakładają więc czasem wioski, ale na wodzie. Na wierzchołkach raf położonych kilometr od wybrzeża na balach stawiają chaty. Mieszkają w nich pół roku, a potem tak, jak ich przodkowie żeglują po oceanie.
Przypuszcza się, że tę rdzenną ludność Filipin na morze zepchnęły warunki geologiczne regionu. Koralowy Trójkąt tylko pozornie wygląda jak raj na ziemi – kryształowe wody, a pod ich powierzchnią mienią się koralowce i ławice tęczowych rybek. Grozi tu jednak śmiertelne niebezpieczeństwo. Gdy dochodzi do ruchów tektonicznych z dala od wybrzeży, masy wody spiętrzają się, tworząc zabójcze dla ludzi tsunami. Niegroźne na oceanie fale u wybrzeży wytracają szybkość, zyskują za to na wysokości. Przetrwać można wówczas tylko na wodzie, z dala od linii brzegowej.

Co w trawie piszczy?
Oczywiście piszczą, brzęczą i cykają przede wszystkim owady. Różne dźwięki wydają także drobne ssaki, na przykład myszy i ryjówki. Źródłem wielu dźwięków jest też ruch owadów. Wysoki ton wydają skrzydełka komara, wykonując 300 uderzeń na sekundę. Wielki żuk gnojowy warczy w locie jak mały samolot. Natomiast motyle poruszają się prawie bezgłośnie. Lot bielinka kapustnika, który porusza skrzydłami 6-9 razy na sekundę powoduje falę dźwiękową na dolnej granicy słyszalności naszego ucha. Rusałka żałobnik zaś wytwarza bardzo niski, ale już wyraźnie słyszalny dla nas ton.
Trzeba bowiem zaznaczyć, że większości tych dźwięków człowiek nie słyszy, bo mają one wysoką częstotliwość, której nie rejestruje nasze ucho. Dla psów, kotów i innych zwierząt jest to prawdziwy hałas w trawie.

zaznacz i zamknij wróć do góry



Coś pysznego: Czerwiec o smaku słodko-kwaśnym

Aż 40 gatunków tej byliny rośnie dziko w Azji Środkowej i Wschodniej. Najpierw była traktowana jako roślina ozdobna, dopiero potem odkryto, że można ją jeść. Chociaż w kuchni dodaje się jej głównie do deserów, to jednak jest warzywem.
Bylina ta to rabarbar – król babcinych ciast i letnich kompotów. Na pewien czas o nim zapomniano, ale dziś znowu staje się modny. To dobrze, bo jest też zdrowy, a kompot z niego gasi pragnienie zdecydowanie lepiej niż cola. Eksperci od żywienia twierdzą, że nie powinno się go jadać na surowo, ponieważ ma w sobie dużo kwasu szczawiowego, ale po ugotowaniu lub upieczeniu jest go już dużo mniej. Warto też wiedzieć, że w warzywniaku trzeba zwracać uwagę na kolor skórki. Im czerwieńsza łodyga, tym słodszy miąższ.

Kompot z rabarbaru
Składniki:
ok. 6 szt. Rabarbaru;
cukier (do smaku);
ok. 2 litrów wody.

Przygotowanie
Wodę zagotuj. Rabarbar umyj i obierz skórkę. Pokrój go na grubsze plasterki i ostrożnie wrzuć na wrzątek. Gotuj, aż będzie miękki. Dodaj cukier do smaku (rabarbar jest bardzo kwaśny, więc cukru dodasz sporo). Odstaw do ostygnięcia. Kompot ten jest rewelacyjny na ciepłe dni, znakomicie gasi pragnienie.

Deser rabarbarowo-śmietankowy
Składniki:
0,5 kg rabarbaru;
pół pomarańczy;
75 ml śmietany;
20 g serka śmietankowego (najlepiej słodkiego);
około 3-4 łyżek brązowego cukru (może być też biały);
szczypta imbiru.

Sposób przygotowania:
Rabarbar umyj i obierz skórkę, pokrój go na kawałki o długości 3 cm i gotuj przez 2 minuty we wrzącej wodzie. Po tym czasie odcedź i przełóż z powrotem do garnka (bez wody). Pomarańczę przekrój na pół, sok z niej wyciśnij do rabarbaru.
Dodaj cukier i imbir, a następnie gotuj przez 15 minut. Pozostaw do ostygnięcia. Śmietankę wymieszaj z serkiem (jeśli serek nie jest słodki, musisz posłodzić masę). Twarożek włóż do szklanek do ¾ ich wysokości. Na wierzchu ułóż rabarbarowy mus. Włóż do lodówki przynajmniej na pół godzinki.

zaznacz i zamknij wróć do góry



Językowe potyczki: Na zdrowie! - KROPKA

Ciekawe, dlaczego osobom kichającym, wprawdzie coraz rzadziej, ale jednak ciągle jeszcze mówi się: „Na zdrowie!” Życzenie to ma bardzo długą tradycję i wynika z ugruntowanego w różnych kulturach przekonania, że kichanie jest zjawiskiem złowróżbnym.
Znaczna część ludności świata do dziś wierzy, że kichnięcie jest rodzajem niewielkiego grzmotu w głowie. W ten sposób ponoć bogowie mieliby dawać bezpośredni znak wieszczący dobry lub zły los. Rzymianie na kichnięcie reagowali słowami: „Absit omen!”, aby nie stało się zapowiedzią nieszczęścia. W Persji i Indiach uważano zaś, że kichanie wyrzuca z ciała demony i złe duchy. W tym przypadku miałoby więc ono pełnić funkcję oczyszczającą!
Według tradycji, papież Grzegorz Wielki, żyjący w VI wieku, pierwszy nakazał wiernym reagować na kichnięcie odpowiednikiem naszego: ”Na zdrowie” czy „Bóg strzegł”. Kłaniano się przy tym nisko i uchylano kapelusza, co – jak się przypuszcza – miało oznaczać grzeczne, ale być może ostatnie pożegnanie z kichającym.
A zwykłe kichanie jest po prostu odruchem obronnym, chroniącym drogi oddechowe przed działaniem czynników szkodliwych. Podobno zmierzono największą prędkość wyrzutu zawartości nosa podczas kichania. Wynosiła ona 174 kilometry na godzinę. Dla porównania, wiatr o prędkości 118 kilometrów na godzinę nazywa się huraganem. Całe szczęście, że takie kichnięcie trwa króciutko. A zatem: Na zdrowie!

zaznacz i zamknij wróć do góry



Cooltura: Nie ma jak u taty… - BARBARA ZARZECKA

Mama Katarzynki wyjechała do Ameryki. Dziewczynką zajmuje się więc tata. Budzi ją, robi jej śniadanie, odprowadza do szkoły itd. A w międzyczasie pracuje. Nie wiadomo, czym dokładnie zajmuje się firma, którą prowadzi. Pełno tu niejasności, niedomówień i naszych domysłów… Proste jest za to uczucie, którym darzy córkę. Nie mówi o nim, ale i tak wiemy, że tata Katarzynki jest super! Nigdy nie „ględzi”, nie poucza, po prostu jest obok. I uczy ją, jak widzieć świat inaczej. Tak, by był nieco mniej kanciasty, lekko rozmyty.
„Katarzynka” Patricka Modiano to książka pełna ciepła, dobra na „rozczulanki” i wspominki, raczej dla dziewczyn lub dorosłych już kobiet, choć pewnie i niejednemu „staruszkowi” zapadnie w serce. Szczególnie gdy los obdarzył go córką.
Książka jest opowieścią dorosłej już Katarzyny, która patrzy w okno i wspomina dawne czasy... Lekcje tańca udzielane przez Galinę Dismajłową, przynudzanie pana Casterade – tajemniczego wspólnika ojca i chwile z ukochanym tatą usiłującym co rano pobrudzić ją kremem do golenia, zabierającym ją do parku czy restauracji... Słowem – zwykłą codzienność, którą klepsydra czasu przemienia w magiczne, niepowtarzalne momenty.
Historia Katarzynki to lustro, w którym możemy dostrzec własne dzieciństwo, przypomnieć sobie chwile spędzone z ukochanym tatą, swoje dawne marzenia, rodzinne rytuały… i dzięki któremu możemy zdjąć na chwilę okulary, żeby zobaczyć świat mniej ostry, „miły i miękki jak wielka poduszka”.

„Katarzynka” Patrick Modiano, Audio Liber, 2011, czyta Katarzyna Herman (książka dostępna jest w Bibliotece przy ul. Konwiktorskiej 7 w Warszawie, również w serwisie online)

zaznacz i zamknij wróć do góry



Cooltura: Muzyka z kosmosu - KONRAD ZYCH

Dla jednych – największy zespół rockowy XXI wieku, dla innych – medialna „ściema”. Jedno jest pewne: muzyki 30 Seconds to Mars można nie lubić, ale nie sposób przejść obok niej obojętnie. Zespół to także dowód, że popularny aktor może zostać… jeszcze popularniejszą gwiazdą rocka.

Zaczęło się skromnie. Kiedy 15 lat temu Jared Leto, aktor znany m.in. z szokującego filmu „Requiem dla snu”, wraz ze swoim starszym bratem Shannonem postanowili założyć zespół rockowy, nikt – łącznie z nimi samymi – nie przypuszczał pewnie, że kilka lat później grupa stanie się jednym z najpopularniejszych wykonawców na świecie. Początkowo bracia do wspólnego muzykowania podchodzili niezobowiązująco. Zespół miał być zwykłym projektem rodzinnym, odskocznią od codziennych obowiązków i nic nie wskazywało na to, że kiedykolwiek przerodzi się w poważny projekt. Młodzi muzycy mieli jednak ambicje, o czym świadczy nazwa zaczerpnięta z naukowego artykułu. W wywiadzie udzielonym dziennikarzowi miesięcznika „Machina” Jared wspominał początki grupy: „Razem dorastaliśmy i mieliśmy te same muzyczne fascynacje. Wspólny zespół był od zawsze naszym marzeniem”. Przyznał też, że zanim na serio poświęcił się aktorstwu muzyka zajmowała w jego życiu pierwsze miejsce: „jest coś, co w muzyce pociąga mnie bardziej – mówił – Chyba chodzi o to, że kiedy tworzysz piosenki, to one są bardziej twoje. Film to potężna machina przy której pracują dziesiątki osób. […] W zespole wszystko robimy sami, […] kiedy stworzymy coś dobrego satysfakcja jest większa”.

Kamera i mikrofon
Wszystko zmieniło się, gdy do grupy dołączył basista Matt Wachter. Wkrótce na rynku ukazał się debiutancki album zespołu zatytułowany bezpretensjonalnie „30 Seconds to Mars”. Już na starcie młodzi muzycy mieli wiele szczęścia. Nie każdy debiutant może sobie pozwolić na zatrudnienie producenta legendarnych Pink Floydów, Boba Ezrina! Jakby tego było mało w studiu pojawiło się kilku znakomitych gości. Najważniejszy z nich to z pewnością wokalista metalowego zespołu Tool, Maynard James Keenan, którego głos słychać w piosence „Fallen”…
Płyta zebrała mieszane recenzje. Wpływowy, lecz znany z kontrowersyjnych ocen przewodnik Allmusic przyznał jej zaledwie 2 gwiazdki na 5 możliwych! Recenzenci innych czasopism ocenili dzieło Jareda i spółki bardziej przychylnie, choć wielu miało problem z zaklasyfikowaniem wykonywanej przez zespół muzyki. Styl 30 Seconds to Mars określano czasem jako progresywny metal, czasem jako emo, czasem post-grunge… W recenzjach debiutanckiego albumu pojawiały się porównania do twórczości Pink Floyd, Davida Bowiego, a nawet Depeche Mode czy twórcy muzyki ambient - Briana Eno! Mimo nie najlepszego (zwłaszcza w porównaniu z kolejnymi płytami) przyjęcia, album stał się dla zespołu przepustką do sławy. Przyniósł mu też pierwszy przebój: piosenkę „Capricorn (A Brand New Name)”. Od tej pory Jared zaczął poświęcać muzyce równie wiele czasu, co swojej karierze aktorskiej. Wyreżyserował nawet większość teledysków zespołu! „Marsi” zaczęli również dawać regularne koncerty. Wystąpili m.in. na słynnym festiwalu Roskilde, czterokrotnie zagrali też w Polsce (w czerwcu, kiedy będziecie czytać ten artykuł, pojawią się u nas po raz piąty). W tym czasie do grupy dołączył występujący z nią do dzisiaj chorwacki gitarzysta Tomo Miliević. Z nim w składzie (ale już bez grającego na basie Wachtera) zespół przystąpił do nagrania swojego drugiego albumu. Sukces był na wyciągnięcie ręki.

Na Grenlandii i w kosmosie
Praca nad „A Beautiful Lie” nie należała jednak do najłatwiejszych. Ponieważ Jared musiał godzić występy w zespole z obowiązkami na planie filmowym, muzycy nagrywali swoją drugą płytę… w pięciu krajach na czterech kontynentach! Zajęło im to aż trzy lata. Efekt, choć krytycy znów kręcili nosem, podbił serca publiczności. Do tej pory na świecie sprzedało się ponad 3 i pół miliona kopii albumu, a piosenki „Kill”, „From Yesterday” czy tytułowa stały się kolejnymi wielkimi przebojami grupy. Jeszcze lepiej radziło sobie jej następne wydawnictwo, „This is War”. Longplay, mimo iż nagrywany w wyjątkowo niesprzyjających warunkach (wytwórnia podała zespół do sądu za zerwanie kontraktu), okazał się najdoskonalszym, zdaniem krytyków, dokonaniem 30 Seconds to Mars. Płytę docenili także polscy dziennikarze. „Potężna, ambitna i inna” - napisał o niej recenzent miesięcznika „Teraz Rock”.
30 Seconds to Mars to jednak nie tylko muzyka i widowiskowe teledyski. To także niecodzienne wyzwania. Grupa Jareda Leto trafiła nawet do „Księgi rekordów Guinnessa”! Pod koniec 2011 roku „Marsi” pobili rekord w kategorii „Najdłuższa trasa koncertowa zespołu rockowego”, przez dwa lata dając… 309 koncertów na całym świecie! Nie jest to jedyne tak wyjątkowe osiągnięcie w ich karierze. Wcześniej, przy okazji premiery swojej drugiej płyty, jako pierwszy wykonawca nakręcili teledysk na Grenlandii (do piosenki „A Beautiful Lie”). Inny ich wideoklip, „From Yesterday”, pobił rekord aż w dwóch kategoriach: był najdroższym teledyskiem w historii muzyki i jako pierwszy amerykański klip trafił do chińskiej telewizji. Wydaje się wam, że to mało? Przed premierą swojego najnowszego, czwartego albumu zespół poleciał… w przestrzeń kosmiczną! A właściwie nie sam zespół, lecz wybrany do promocji płyty singiel z piosenką „Up In The Air”, który swoją premierę miał na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej! Z tej okazji Jared, który okazał się miłośnikiem kosmosu i podniebnych podróży (dziadek artysty był pilotem i to on zaraził go miłością do latania), przeprowadził nawet transmitowany na żywo wywiad z jednym z astronautów!

Led Zeppelin w dyskotece
Czy muzyczna zawartość „Love Lust Faith + Dreams” również okaże się „kosmiczna”? Od niedawna każdy sam może się o tym przekonać. Pod koniec maja płyta oficjalnie trafiła do sklepów. Pierwsze wrażenia? Jest inaczej. Widać, że zespół się rozwija i nie zamierza stać w miejscu. Nie każdemu ta zmiana musi jednak przypaść do gustu. Fani, którzy pokochali „Marsów” za ostre, rockowe brzmienia mogą poczuć się nieco rozczarowani. Tym razem grupa ograniczyła ilość gitarowych brzmień na rzecz elektroniki. Czasem, jak w wytypowanym na singiel „Up In The Air” niemal dyskotekowej! Nie znaczy to jednak, że „Marsom” zamarzył się podbój tanecznych parkietów. Równie chętnie, co po klubowe beaty Jared z kolegami sięga po muzykę poważną, a nawet brzmienia rodem z Indii („Pyres Of Varanasi”)! Nie zapomina też jednak o dotychczasowym stylu. Przypominające nieco U2 „City of Angels” czy „Bright Lights” to piosenki, które mogłyby trafić na poprzedni album. Na tym tle wyróżnia się dramatyczna ballada „End Of All Days” mająca szanse przypaść do gustu nawet tym, którzy zespołu nie lubią. Najbardziej zaskakuje jednak najostrzejszy w dorobku grupy (i najlepszy na płycie), „Conquistador”. Pomijając śpiew Jareda i nowocześniejszą produkcję, całość brzmi jak nieznany kawałek… Black Sabbath lub Led Zeppelin! Kto wie, może na kolejnej płycie pójdą właśnie w takim kierunku? Nie wiem, jak wy, ale ja nie miałbym nic przeciwko temu.

zaznacz i zamknij wróć do góry



Tajemnicza zjawa z lasów - PRZEMYSŁAW BARSZCZ

Gdy powoli plezie się po dnie lasu, wygląda jak niesamowity wąż. Nie jest organizmem w zwykłym znaczeniu, choć zachowuje się jak żywe stworzenie. Jedynie nielicznym dane było widzieć, jak wędruje powoli pomiędzy mchami i zeschłymi liśćmi w sobie tylko znanym celu. Według dawnych wierzeń ludowych takie spotkanie uważane było za szczęśliwy znak.
Niezliczona ilość larw muchówek z rodziny ziemiórkowatych, rojących się w formie wydłużonego, wijącego się ciała, tworzy zjawisko zwane pleniem lub robakiem hufcowym. Ciało to, o długości nawet do kilku metrów, posiada głowę, tułów i ogon, które zbudowane są z tysięcy sklejonych ze sobą larw, funkcjonujących niczym jeden organizm. To naprawdę niezwykły widok!
Strategia plenia nie jest oczywista. Ziemiórki, zanim staną się robakiem hufcowym, przebywają pod ziemią, każda osobno. Na znany tylko sobie sygnał larwy wychodzą z gleby. Następnie formują ten niezwykły szyk komunikując się pomiędzy sobą, jakby posiadały wspólną świadomość. Świadomość ta każe im, uformowanym w kształt węża, poszukiwać najlepszego miejsca do przeobrażenia się. Działają niby komórki jednego organizmu, zarządzanego przez centralny ośrodek nerwowy. Pleń wędruje tak długo, aż uzna, że odnalazł właściwy punkt. Wówczas larwy rozdzielają się i wchodzą z powrotem jako pojedyncze osobniki znów pod ziemię, aby z larw przeobrazić się w dojrzałe owady.
Jeżeli ktoś onegdaj napotkał pleniące się larwy (stąd nazwa „pleń”), zbierał je, suszył i rozrzucał po obejściu, aby zapewnić sobie urodzaj i aby plon był obfity jak pleń.
Pleń obserwowany był poza Polską między innymi w Rosji, Szwecji, Niemczech i w obu Amerykach, a pierwsze informacje o tym dziwie natury pochodzą z XVII wieku.

zaznacz i zamknij wróć do góry



English corner

Zacznijmy od słowniczka. Let’s start with a dictionary. Sprawdź, czy znasz te słowa i wyrażenia. Check words and expressions below:
we all know that… – wszyscy wiemy, że..
a very important day - bardzo ważny dzień
why – dlaczego
Have you forgotten? – czy zapomnieliście?
Congratulations and best wishes – gratulacje i najlepsze życzenia

Now read the text:
We all know that the 1st of June is a very important day for all Polish children. Why? Have you forgotten? It’s Children’s Day! Congratulations and best wishes to all children in Poland!
Wracamy do naszego słowniczka. Let’s go back to our dictionary:
how much do we know about… – jak dużo wiecie o…
let’s find out – dowiedzmy się, sprawdźmy
try this quiz – spróbuj (rozwiązać) ten quiz
choose the right answer – wybierz właściwą odpowiedź
which is true? – co jest prawdą?
Children’s Day is celebrated – Dzień Dziecka obchodzony jest
only – tylko
in many countries – w wielu krajach
in all countries of the world – we wszystkich krajach świata
when – kiedy
on the same day – w ten sam dzień
for the first time – po raz pierwszy
in different countries – w różnych krajach
why… was introduced – dlaczego wprowadzono
because – ponieważ
getting presents - otrzymywanie prezentów
asked for it – poprosili (poprosiły) o to
in some countries – w niektórych krajach
work in factories – pracują w fabrykach
do not go to school – nie chodzą do szkoły
each child – każde dziecko
in all subjects – we wszystkich przedmiotach (szkolnych)
organise games – organizują gry (zabawy)
interesting trips – interesujące wycieczki

Time for the quiz. Czas na quiz

1. Which is true?
a. Children’s Day is celebrated only in Poland.
b. Children’s Day is celebrated in many countries.
c. Children’s Day is celebrated in all countries of the world.

2. When was Children’s Day celebrated for the first time?
a. In 1950
b. In 1890
c. In 2000

3. Which is true?
a. In all countries Children’s Day is celebrated on the same day.
b. In all countries Children’s Day is celebrated on the same day as in Poland.
c. Different countries celebrate Children’s Day on different days.

4, Why was Children’s Day introduced?
a. Because children like getting presents.
b. Because children asked for it.
c. Because in some countries children work in factories and do not go to school.

5. How is Children’s Day celebrated in Poland?
a. Each child gets one million dollars.
b. All Children get a “6” in all subjects.
c. Some children get small presents and schools organise games or interesting trips.

Let’s go back to our dictionary:

correct answer – prawidłowa odpowiedź
for example – na przykład
international conference – międzynarodowa konferencja
introduced – wprowadziła
the second Sunday – druga niedziela
one of the aims – jeden z celów
to show – pokazać, zwrócić na coś uwagę
rights – prawa
must not be abused – nie wolno wykorzystywać
which answer would you like to be true – tu: która odpowiedź spodobałaby się Wam najbardziej
Now let’s check your answers. Sprawdźmy odpowiedzi:
1. Correct answer: b. Not all countries celebrate Children’s Day. For example, there is no Children’s Day in the USA.
2. Correct answer: a. An international conference in Moscow introduced an International Children’s Day.
3. Correct answer: c. In Germany Children’s Day is celebrated on the 20th of September and in Spain on the second Sunday of May.
4. Correct answer: c. One of the aims of Children’s Day is to show that children have their rights and must not be abused.
5. Correct answer: I am sure you know which answer is correct! And which answer would you like to be correct?

Jeszcze raz – wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Dziecka. Życzę Wam wielu piątek i szóstek na świadectwie, a potem wspaniałych, pełnych przygód wakacji!

Pomysł i pomoc w przygotowaniu tego tekstu: Ariel Chilczuk, student czwartego roku filologii angielskiej KUL.

Bob

zaznacz i zamknij wróć do góry



Sport to zdrowie: Czas na rywalizację - SEBASTIAN MICHAILIDIS

Do biegu, gotowi, start! Podczas tegorocznej spartakiady w lekkiej atletyce i pływaniu rywalizowała ze sobą młodzież z dysfunkcją narządu wzroku aż z sześciu ośrodków szkolno-wychowawczych z całej Polski. Na sportową majówkę przyjechały drużyny z Bydgoszczy, Chorzowa, Lasek, Warszawy, Lublina i Wrocławia do Sielpi Wielkiej, położonej w urokliwym województwie Świętokrzyskim.

Tegoroczną edycję Spartakiady zorganizowało Stowarzyszenie Kultury Fizycznej Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących CROSS w terminie od 9 do 12maja. Już w czwartek do godziny 18 przybywały kolejne ekipy, by zamieszkać na kilka dni w ośrodku Łucznik, wśród pięknych lasów sosnowych na Wzgórzach Koneckich nad malowniczo położonym zalewem Czarnej Koneckiej. Po kolacji zorganizowano odprawę pod kierunkiem trenerów, instruktorów i obsługi technicznej by ustalić szczegóły przebiegu zawodów, harmonogram oraz zasady, jakie będą obowiązywać przy poszczególnych dyscyplinach. Wszystko zostało dopięte na ostatni guzik.
Zmagania młodych sportowców rozpoczęły się uroczystym otwarciem zawodów w piątek o godzinie 10:00 na Stadionie Lekkoatletycznym Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Kielcach. Uczestnicy rywalizowali przy pięknej pogodzie w trzech konkurencjach biegowych na 100 m, 400 m, sztafecie szwedzkiej (600 m, 400 m, 200 m, 100 m), w której startowały drużyny mieszane oraz dwóch dyscyplinach technicznych: pchnięciu kulą i skoku w dal.
Po pierwszym etapie turnieju sportowcy mieli czas na odpoczynek i wymarzoną kąpiel. W oczekiwaniu na obiad młodzież z różnych szkół nieśmiało zapoznawała się i zawierała nowe znajomości. Tuż po poobiedniej sjeście rozpoczęły się zmagania w wioślarstwie halowym (cykloergometr), które wzbudzały duże emocje zarówno wśród zawodników, jak i kibiców. Kilku wioślarzy po czterominutowym wysiłku przekroczyło granicę 1000 m. Pomimo zmęczenia po kolacji młodzież chętnie spędzała wolny czas na rozmowach, grach i spacerach. Po tak intensywnym dniu wszyscy już o 22 lądowali w swoich pokojach i układali się do snu.
Sobotnie zawody pływackie odbyły się na basenie Miejskim w Końskich. O godzinie 10:00 pierwsi sportowcy wskoczyli do wody, by rywalizować na dystansie 50 m stylem grzbietowym, 50 m stylem klasycznym, 50 m stylem dowolnym oraz w sztafecie 4x 50 m, w której startowały drużyny mieszane.
Po obiedzie i dwugodzinnej przerwie odbyła się ostatnia konkurencja tegorocznej Spartakiady – bieg przełajowy na dystansie 1500 m. Sędziowie wytyczyli ciekawą, zróżnicowaną i nie najłatwiejszą trasę biegu w lesie w Sielpi w pobliżu ośrodka. Start wydawał się łatwy - długa prosta, szutrowa droga. Po około 400 m trzeba było skręcić na nierówną piaskową leśną ścieżkę, utrudniającą bieg. Na szczęście wszyscy uczestnicy ukończyli zawody. Nad bezpieczeństwem na trasie biegu czuwali piloci na rowerach, jadący parę kroków przed i zaraz za grupą biegaczy oraz rozstawieni w trudnych punktach sędziowie techniczni.
Wieczorem, zamiast zwykłej kolacji w stołówce, organizatorzy przygotowali niespodziankę – grilla na świeżym powietrzu, z ogłoszeniem wyników i uroczystym wręczeniem medali i pucharów dla zwycięzców poszczególnych konkurencji oraz dyplomów dla wszystkich uczestników. Dobrą zabawę popsuła burza, która rozpętała się nagle i zmusiła do ucieczki do ośrodka, gdzie w wesołych nastrojach młodzież spędzała ostatni wspólny wieczór.
Niedzielny poranek upłynął pod znakiem wymiany kontaktów, rzewnych pożegnań i podziękowań organizatorom za spotkanie w tak fantastycznym miejscu i miłej atmosferze, którą stworzyli sami uczestnicy i zgrana kadra. Wszyscy zadeklarowali, że za rok znów spotkają się na Spartakiadzie, na co bardzo liczymy!

zaznacz i zamknij wróć do góry



Wskocz na rower!

Tylko nie mów, że nie umiesz jeździć na rowerze. Albo że nie masz odpowiednich terenów. Żadnych wymówek. To twój najlepszy przyjaciel na letnie miesiące. Sprawdź, co zrobić, aby wasza przyjaźń dawała maksimum przyjemności.

W co się ubrać?
Z kupnem profesjonalnych kolarskich koszulek, specjalnych rękawiczek czy spodni z tak zwanym „pampersem” jeszcze się wstrzymaj. Kiedy już trochę pojeździsz, sam uznasz, co jest ci najbardziej potrzebne. Więc nie daj się namówić na coś, do czego nie jesteś przekonany (a co akurat jest w promocji w sklepie). Z pewnością musisz mieć wygodne spodnie (obcisłe dżinsy odpadają), najlepiej krótkie lub do pół łydki (dłuższe mogą przeszkadzać przy pedałowaniu albo brudzić się od smarów na łańcuchu), bawełnianą, przewiewną koszulkę.

Rzut oka na sprzęt
Pewnie wiosenne przejażdżki już za wami, więc sprzęt został sprawdzony. Najlepiej na początku sezonu oddać do go punktu zajmującego się serwisowaniem roweru lub powierzyć to komuś znającemu się na rzeczy. Przed każdą dłuższą, na przykład weekendową, wyprawą rowerową sprawdź następujące elementy: hamulce, koła (stan ogumienia), łańcuch i przerzutki (czy sprawnie się zmieniają, nie są zatarte czy brudne, ewentualnie wyczyść je i nasmaruj), oświetlenie (przednie i tylne).

Dłuższa wyprawa – co zabrać?
Pierwsza sprawa – picie. Oczywiście w bidonie pod ramą. Możesz pić wodę lub napój izotoniczny. Zabieranie ze sobą napojów gazowanych to bardzo kiepski pomysł. Chyba że chce się mieć na postoju darmowy, nieco lepki prysznic. Aha, po powrocie do domu myjemy bidon w gorącej wodzie (nawet jeśli piliśmy tylko wodę) – to wymarzone warunki dla bakterii.
Jedzenie – sprawdzają się zbożowe batony, kanapki z pełnoziarnistego pieczywa. Jedzenie musi być pożywne, ale też takie, które nie zepsuje się przez kilka godzin na słońcu. Dla wyczynowców robiących naprawdę długie trasy są specjalne żele węglowodanowe – łatwo przyswajane, dostarczają energii.
Zapasowe ubranie – bluza, ewentualnie druga koszulka w upalny dzień. Coś na głowę (najlepiej kask), krem z filtrem przeciwsłonecznym.

Kask konieczny?
Naszym zdaniem i z pewnością zdaniem waszych rodziców kask jest konieczny. Doświadczeni rowerzyści, a także wszyscy trialowcy i dirtowcy wiedzą, że głupotą jest ryzykować upadek bez kasku. Bo kaski wcale nie są niewygodne, fajnie wyglądają. Musisz tylko poszukać w sklepie takiego, który będzie ci się podobał.

Gdzie to spakować?
Jazda z plecakiem to gwarancja nieprzyjemnie mokrych pleców. Niestety, nie uchronią przed tym nawet profesjonalne plecaki rowerowe – choć na pewno są lepsze niż zwykły plecak, od którego bolą plecy. A zatem montujemy sakwę – najlepiej taką na bagażnik. Jeżeli zdecydujesz się na boczną sakwę, pamiętaj, że zbyt ciężka będzie „ściągała” rower na bok. Lepiej wtedy rozłożyć bagaż do dwóch sakw.

Dlaczego boli?
Co innego ból zmęczonych wysiłkiem mięśni, a co innego dokuczliwy ból stawów. Jeżeli bolą, coś jest nie tak – najprawdopodobniej w ustawieniu roweru.
Kolana – podnieś nieco siodełko, pewnie jest zbyt nisko i nie prostujesz kolan, nie mają wtedy chwili wytchnienia.
Nadgarstki – za bardzo opierasz się na kierownicy, spróbuj podnieść ją nieco wyżej, aby siedzieć bardziej prosto i nie obciążać aż tak rąk.
Plecy, szyja – jeździsz zgarbiony. Winna może być niewłaściwa długość ramy albo zły nawyk. Poproś kogoś, aby ocenił twoją sylwetkę na rowerze i pomógł ją poprawić. Jeśli nie możesz sobie pozwolić na zmianę roweru, eksperymentuj z wysokością siodełka i kierownicy.

Pupa – czuły punkt
No cóż, siodełko rowerowe to nie jest coś, o czym marzą nasze pośladki. Rowerzyści mówią, że na początku sezonu każdego boli – niezależnie od siodełka, ubrania i doświadczenia.
Jeśli jednak parę dłuższych jazd masz już za sobą, a pupa nadal boli (lub co gorsza, jest obtarta), musisz coś zmienić. Zacznij od ubrania – bielizna musi być bawełniana (dziewczyny, zapomnijcie o koronkowych stringach!), spodnie czy szorty także z naturalnego, przewiewnego materiału. To powinno uchronić przed obtarciami. A żeby było mniej twardo można wypróbować spodenki z „pampersem”, czyli specjalną wkładką. Wcale nie muszą wyglądać jak obcisłe legginsy – niektóre modele to fajne, luźne spodnie sportowe, a wkładkę mają sprytnie zamontowaną w wewnętrznych majtkach. Inna opcja to silikonowa nakładka na siodełko. Ale wielu profesjonalistów nie poleca tego rozwiązania… uważają, że siodełko ma pozostać wąskie i twarde, a pomagać sobie możemy właściwym strojem.
Mała wskazówka dla mieszkańców równin… Jeśli planujesz w czasie wakacji sporo jeździć, na przykład wybierasz się na obóz rowerowy, a w twojej okolicy nie ma zbyt wielu wzniesień, nastaw się, że nie będzie ci łatwo. Jazda pod górę nie tylko jest męcząca, wymaga też przygotowania, techniki, umiejętnego korzystania z przerzutek i… własnych sił. Dlatego postaraj się znaleźć w okolicy jakiekolwiek wzniesienie i trenować na nim. Żebyś potem nie był niemile zaskoczony, że męczy cię coś, co dla innych jest pestką.

Czy można schudnąć na rowerze?
Jasne, że tak. To jedna z lepszych form ruchu dla tych, co chcą się odchudzać. Pod warunkiem że naprawdę jadą przez dłuższy czas, równym tempem. I nie robią co chwila przystanku na lody czy hot doga! A inne korzyści? Wzmocnione mięśnie, dotleniony (a zatem radosny) mózg, darmowa opalenizna, lepsza odporność. I widoki, o których nawet nie mogą marzyć ci, którzy wszędzie jeżdżą samochodem.

„Victor Gimnazjalista”

zaznacz i zamknij wróć do góry



Co wolno rowerzyście?

Po prostu zrób to!
Bezkarnie możesz jeździć po podwórku u dziadka. Jak już wyjedziesz za płot na drogę albo chodnik, to stajesz się uczestnikiem ruchu drogowego i możesz zostać ukarany za niewłaściwe zachowanie. Lepiej sprawdź, czego Ci nie wolno…

Dokument
Po jezdni możesz jeździć tylko, gdy masz kartę rowerową lub prawo jazdy. Na ścieżce rowerowej dokument taki nie jest wymagany. Podczas jazdy na rowerze dokument powinieneś mieć przy sobie.

Jezdnia, ścieżka czy chodnik?
Jeżeli jest wyznaczona droga dla rowerów, to musisz po niej jechać. Nie możesz wówczas jechać po chodniku czy jezdni – za to grozi mandat. Jeśli ścieżki nie ma i jedziesz po jezdni, to oczywiście obowiązują Cię takie same przepisy jak pozostałych kierowców.

Kiedy wolno jechać po chodniku?
Jeżeli jedziesz jako opiekun dziecka do lat 10. Jeśli nie ma wydzielonej drogi dla rowerzystów, chodnik ma szerokość co najmniej 2 metrów, a ruch pojazdów na jezdni jest dozwolony z prędkością większą niż 50 kilometrów na godzinę. Jeżeli są złe warunki atmosferyczne i jazda po jezdni stanowiłaby zagrożenie dla Ciebie albo innych uczestników ruchu.

Rowerem przez przejście?
Tylko wtedy, kiedy na jezdni znajduje się kontynuacja ścieżki rowerowej. Jeżeli korzystasz z przejścia dla pieszych, masz obowiązek zejść z roweru i go prowadzić. Natomiast jeżeli przejeżdżasz przez jezdnię wydzieloną trasą dla rowerów, też nie jesteś bezkarny – nie wolno Ci wyjeżdżać bezpośrednio pod najeżdżający pojazd i zwalniać lub zatrzymywać się na
przejeździe bez wyraźnego powodu.

Czego jeszcze nie wolno?
Jeździć obok siebie (to znaczy obok drugiego roweru), obowiązuje jazda „gęsiego”.
Jeździć „bez trzymanki” – przynajmniej jedna ręka musi być na kierownicy, a stopy na pedałach.
Chwytać się innych pojazdów podczas jazdy na rowerze.
Wymuszać pierwszeństwa na pieszych – jadąc po chodniku czy w miejscach, gdzie krzyżuje się droga dla pieszych ze ścieżką rowerową, to piesi mają pierwszeństwo.

Mandaty za źle wyposażony rower?
Tak, jeżeli jedziesz rowerem po jezdni, musisz liczyć się z tym, że rower – tak jak każdy inny pojazd – zostanie sprawdzony przez policję czy straż miejską. Co jest wymagane? Światła (przednie – w kolorze białym lub żółtym; tylne – w kolorze czerwonym; odblaski), sprawny dzwonek i co najważniejsze – sprawne hamulce.

Jaka wysokość mandatu?
Mandaty dla rowerzystów wynoszą od 50 złotych do 250 złotych – zależnie od wykroczenia, a także… surowości policjanta.
I tak przykładowo:
- 50 złotych mandatu zapłacisz za: niekorzystanie ze ścieżki rowerowej, gdy jest ona wyznaczona; jazdę obok drugiego roweru, jazdę bez trzymanki, nieprzestrzeganie zasad korzystania z chodnika (na przykład wymuszanie pierwszeństwa na pieszych);
- 100 złotych mandatu zapłacisz za: chwytanie się innych pojazdów; zwalnianie i zatrzymywanie się bez przyczyny na przejeździe; przejazd przez przejście dla pieszych (od 100 do 250 złotych).

„Victor Gimnazjalista”

zaznacz i zamknij wróć do góry



Spróbuj rozwiązać!

Co ukryło się wśród zwierząt?
Znajdź nazwy zwierząt zawierające słowo opisane w zagadce
1. Mięczak ze stolicą kraju bałtyckiego
2. Kuzynka rekina z zimowym długim okryciem
3. Mała rybka z ogrodzeniem
4. Rudy gryzoń ze ścinkiem drewna
5. Mieszkanka oceanów z dużą ilością macek i niczym więcej
6. Jadowity pająk z machiną do rozbijania murów
7. Owad z odrobiną poezji
8. Wąż, który ma nieczyste sumienie
9. Łakomy owad z opowieścią wprost z antycznej Grecji
10. Ptak morski ze zbrojnym starciem

Zamiana litery
1. Maratoński albo z przeszkodami,
gdy przygrzeje słońce na nosie nie jeden mamy
2. Bilet kilkukrotnego użycia,
dla zakonnicy do włosów okrycia
3. Zapuszczają ją panowie,
chce ją mieć każda z kobiet
4. Ze słodkiego mleka krem zagęszczony,
gad na Karaibach zadomowiony
5. Ptak tak mały, że to aż nie do wiary,
nim mierzy się broni rozmiary

Dodatkowa litera
1. W nim przetwory robią babcie i mamy,
letnią nocą chętnie go słuchamy
2. Spis, np.: obecności,
drewniana deseczka do wykończenia większej całości
3. Ptak kolorowymi piórami ustrojony,
w Tunisie, Kairze i Bagdadzie dobrze zadomowiony
4. Po tablicy nią piszemy,
kolorowe obrazki nią rysujemy
5. Orkiestra np. weselna,
ksiądz, którego służba jest żołnierska lub więzienna

Kalambury zwierzęce
1. Jeśli przed ciężkim metalem małego gryzonia postawimy,
drapieżnego ptaka tym sposobem stworzymy.

2. Gryczana albo kuskus ze swobodnym fruwaniem,
kuzynem wieloryba i delfina zaraz się stanie.

3. Z roślinnych sukien płótno oraz agitacyjne zebranie,
jego ulubione zajęcie to odpoczywanie.

zaznacz i zamknij wróć do góry



Konkurs!!!

Bajka pod Atlantami
Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna „Biblioteka pod Atlantami” w Wałbrzychu w ramach realizacji projektu pt. „Zasłuchaj się w bajce" zaprasza do udziału w piątej już edycji Ogólnopolskiego Konkursu na Recenzję Książki Mówionej i pierwszej edycji Ogólnopolskiego Konkursu na Bajkę Własnego Autorstwa.
W obydwu konkursach uczestniczyć powinny osoby z dysfunkcją wzroku w każdym wieku, recenzja dotyczyć powinna jednak utworu z literatury dziecięco-młodzieżowej. Bajka własnego autorstwa nie może być wcześniej nigdzie publikowana.
Prace należy przesłać do 10.09.2013 r. w formie nagrania dźwiękowego (na płycie CD, w pliku mp3); w wersji drukowanej (brajlu - bez skrótów brajlowskich, zwykłym druku) lub w postaci pisma odręcznego pod adres:
Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna
„Biblioteka pod Atlantami”,
Rynek 9,
58-300 Wałbrzych
albo w wersji elektronicznej, pod adres: niewidomi@atlanty.pl).

Gala wręczenia nagród, połączona ze spotkaniem z pisarzem i lektorem książek mówionych, odbędzie się w siedzibie organizatora 18.10.2013 r.

Regulaminy konkursów dostępne są:
- w siedzibie Powiatowej i Miejskiej Biblioteki Publicznej „Bibliotece pod Atlantami” w Wałbrzychu, ul. Rynek 9, 58-300 Wałbrzych,
- na stronie internetowej biblioteki: www.atlanty.pl

Szczegółowe informacje:
Oddział Zbiorów dla Niewidomych Biblioteki pod Atlantami – Beaty Kościelnej – tel. kontaktowy 74 648 37 38 lub mail: niewidomi@atlanty.pl .

Projekt jest dofinansowany przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

zaznacz i zamknij wróć do góry



Z uśmiechem łatwiej

- Wiesz, moja żona miała wypadek - zwierza się kolega koledze.
- Ojej, a co się stało?
- Odpadło jej przednie koło i dodała gazu, żeby je dogonić!

**
Pacjent skarży się pielęgniarce:
- Ależ to lekarstwo jest ohydne.
- To nie lekarstwo, to obiad.

**
- Jasiu, co ty mówisz. Dlaczego chciałbyś chodzić do szkoły na Księżycu?
- Bo tam wszystkie przedmioty są lżejsze.

**
Wariat siedzi przed akwarium z pilotem w ręce.
- W tej telewizji zwariowali do reszty. Na wszystkich kanałach dają film przyrodniczy.

**
- Tato, gdzie leżą Pireneje?
- Zapytaj mamy, robiła ostatnio porządek w szafach.

**
Mały dinozaur pyta mamę:
- Czy po śmierci pójdę do nieba?
- Niestety, nie, synku. Trafisz do muzeum.

**
Nauczycielka pyta:
- Kto mi odpowie, jak za pomocą wody można uzyskać światło?
- Trzeba umyć okna.

**
W szpitalu psychiatrycznym:
- Jak się pan nazywa?
- Mojżesz.
- A kto panu to powiedział?
- Pan Bóg.
Z drugiego pokoju słychać głos:
- Wcale mu tego nie mówiłem!

**
Na gałęzi siedzi orzeł z samiczką. Ona tonie we łzach.
On mówi:
- Uwierz kochanie, naprawdę nie jestem żonaty, tę obrączkę założył mi ornitolog.

zaznacz i zamknij wróć do góry



Rozwiązanie zagadek

Co ukryło się wśród zwierząt: 1. ostryga, 2. płaszczka, 3. płotka, 4. wiewiórka, 5. ośmiornica, 6. tarantula, 7. świerszcz, 8. grzechotnik, 9. termit, 10. rybitwa.
Zamiana litery: 1. bieg/pieg, 2. karnet/kornet, 3. broda/uroda, 4.
kajmak/kajman, 5. koliber/kaliber.
Dodatkowa litera: 1. słoik/słowik, 2. lista/listwa, 3. ara/Arab, 4. kreda/kredka, 5. kapela/kapelan.
Kalambury zwierzęce: 1. myszołów, 2. kaszalot, 3. leniwiec.

zaznacz i zamknij wróć do góry

Wersja offline wygenerowana automatycznie.
Copyright © 2009 Pochodnia. Wszelkie prawa zastrzeżone.