Skocz do spisu treści

Promyczek

Czasopismo Polskiego Związku Niewidomych dla dzieci młodszych

numer 1, styczeń 2013

Redakcja:
Ewa Fraszka-Groszkowska (red. naczelna)
Marta Michnowska
Barbara Zarzecka

Kolegium redakcyjne:

Wanda Chotomska
Hanna Karwowska-Żurek
Anna Nowakowska
Małgorzata Pacholec
Magdalena Sikorska

Adres redakcji:
ul. Konwiktorska 9,
00-216 Warszawa

tel.:(22) 831-22-71 wewn. 253 lub (22) 635 19 10

e-mail: promyczek@pzn.org.pl

Uwaga! Jeśli chcesz zamknąć okno a później móc wrócić do ostatnio czytanego artykułu, cofnij się do najbliższego linku "zaznacz" i otwórz go.


Spis treści

KALENDARIUM
Na kole podbiegunowym - TOMASZ PLEBAŃSKI
Marzenie bałwana - HALINA SZAL
Chcę wiedzieć więcej… o niedźwiedziach - KAROLINA PREWĘCKA
Miszka - WOJCIECH WIDŁAK
W krainie trolli - BARBARA ZARZECKA
Baśnie norweskie: O chłopcu, który poszedł do północnego wiatru odebrać mąkę
Tajemniczy księżyc - ANNA PASZKIEWICZ
Dla każdego coś ciekawego
Mój dziadek - HALINA SZAL
Szkolne przedstawienie - HALINA SZAL
Małe co nieco: Karnawał na okrągło
Ty też potrafisz! Laurka z życzeniami - EWA KOWALSKA
Ćwicz razem z nami: Z górki na pazurki - BEATA ORLIŃSKA
Time for English
Promyczkowe zagadki z lodowej chatki
Uśmiechnij się!
Rozwiązania zagadek z nr 12:



KALENDARIUM

najważniejsze wydarzenia styczniowe
I I Nowy Rok
6 I Święto Trzech Króli
21 I Dzień Babci
22 I Dzień Dziadka

zaznacz i zamknij wróć do góry



Na kole podbiegunowym - TOMASZ PLEBAŃSKI

Najpierw było całkiem biało.
Słuchaj, co się dalej stało!
W śniegu. Tam. Tam gdzie ta kopka,
nagle się zjawiła kropka.

Całkiem czarna. Niczym mucha.
Tylko tyle? Nie. No, słuchaj!
Stałem chwilę i niedługo
zobaczyłem kropkę drugą.

W końcu się zjawiła trzecia,
A snieg z nieba leciał, leciał…
A te kropki wciąż biegały
I fikały i śmigały.

Potem nagle „psik” kichnęły,
Podskoczyły i zniknęły.
Co to było? Nie wiesz, Krzysiu?
Nosy trzech polarnych misiów!

„Świerszczyk”

zaznacz i zamknij wróć do góry



Marzenie bałwana - HALINA SZAL

Napadało śniegu po kolana,
lepią dzieci przed szkołą bałwana.
Ulepiły go na łapu-capu:
zrobiły mu oczy z ziaren maku.
Nos z selera, włosy z pora
i policzki z kalafiora.
Uszy ze skórek banana,
guzik z małego kasztana.
Usta z czerwonego buraka,
czapkę z dziurawego durszlaka.

Bałwan się skrzywił: – Co za obciach!
Wolałbym gogle i kask dostać,
narty, kijki i sportowy strój –
niż wyglądać jak warzywny król.

Wróble na to: – Jest karnawał,
będzie w szkole dziś zabawa,
więc okazja się nadarza,
by cię przebrać za narciarza.
My szepniemy dzieciom słówko,
niech ci przygotują wszystko.

Zaćwierkały, zafurczały
i gromadą odleciały.
Nagle się zrobiło cicho…
I bałwanek trochę przysnął.
Gdy się zbudził, miał już nowy
strój na szkolny bal maskowy.

zaznacz i zamknij wróć do góry



Chcę wiedzieć więcej… o niedźwiedziach - KAROLINA PREWĘCKA

Słynne książkowe i filmowe misie pojawiły się na świecie dzięki prawdziwym niedźwiedziom. Twórcy przypatrywali się temu, co te zwierzaki robią i jak wyglądają, po czym rysowali postacie misiów i wymyślali ich przygody.

Od czarnego do białego
Na wolności żyje kilka gatunków niedźwiedzi. W Polsce, zwłaszcza w Tatrach, mamy niedźwiedzie brunatne. W Ameryce Północnej można spotkać baribala, czyli niedźwiedzia czarnego, albo grizzly, który jest szary. Czarny gatunek himalajski wyróżnia się białą plamą na piersi w kształcie litery „v". Znak przypominający literę „u" nosi najmniejszy z niedźwiedzi - malajski, z deszczowych lasów Azji. Niedźwiedzia andyjskiego, z powodu białych obwódek wokół oczu, nazwano okularowym. Żyjąca w Chinach panda to jego kuzynka. Arktyka jest krainą białych niedźwiedzi polarnych. W Himalajach żyje niedźwiedź błękitny i mówi się, że może być krewnym legendarnego Yeti. Natomiast w Australii żyje ktoś, kto jest nazywany misiem, ale wcale nim nie jest - to koala. Warto wiedzieć, że koala tak jak kangur jest torbaczem.

Trzymaj się z dala
Prawdziwe niedźwiedzie, w przeciwieństwie do pluszaków i słynnych misiowych bohaterów, wcale nie nadają się do przytulania. To często potężne zwierzęta. Bywają groźne dla ludzi, jeśli są bardzo głodne i rozzłoszczone oraz gdy boją się o swoje malutkie dzieci. Niedźwiedzie są wszystkożerne, to znaczy żywią się roślinami, rybami i zwierzętami. Niektóre mają swoje przysmaki, np. panda uwielbia bambusy, a niedźwiedź polarny - łososie.

Pod znakiem pandy
Niektóre gatunki niedźwiedzi, wśród nich także żyjący w Polsce niedźwiedź brunatny, są pod ochroną. To znaczy, że tych misiów jest na świecie bardzo mało. Szczególnie zagrożona wyginięciem jest panda. Jej śliczne czarno-białe futro kusiło ludzi, którzy chcieli mieć z niego ubrania i dlatego wciąż na nią polowali. Pandom zaszkodziła też zanieczyszczona przyroda, w której zaczęły usychać bambusy. Dlatego panda stała się symbolem międzynarodowej organizacji WWF, która od 50 lat zajmuje się ochroną zwierząt i przyrody.

„Świerszczyk”

zaznacz i zamknij wróć do góry



Miszka - WOJCIECH WIDŁAK

Kacper nie pamiętał dokładnie tego momentu, kiedy dostał Miszkę. Nic dziwnego, bo jak opowiadała Kacprowi mama, było to jeszcze wtedy, kiedy Kacper mieszkał w jej brzuchu. I brzuch, i Kacper byli już całkiem sporzy. To oznaczało, że niebawem Kacper pożegna się z tamtą stroną brzucha i znajdzie się po tej, po której był tata, dziadkowie i wiele innych osób. Po tamtej stronie był tylko Kacper.
- Musiałam dużo leżeć - opowiadała mama. - Do góry brzuchem, jak to się mówi, choć wolałam raczej na boku. Pewnego dnia tata wrócił z pracy i wszedł do naszego pokoju z jakimś niedużym pakunkiem. Przytulił mnie, a potem rozpakował pakunek i położył mi coś na brzuchu. To coś miało brązowe futerko, pasiastą koszulkę i niepewną minę. Na moim brzuchu leżał pluszowy miś!
- To jest Miszka - powiedział tata. - Pierwszy przyjaciel naszego syna. Powinni się poznać.
- Byłeś ruchliwym chłopcem - mówiła dalej mama Kacprowi. - Po tamtej stronie brzucha lubiłeś robić fikołki i sama nie wiem co jeszcze, bo przecież nie było cię wtedy widać. A jednak, ledwie tata przedstawił ci Miszkę, uspokoiłeś się, tak jakbyś też chciał mu się przedstawić. To właśnie wtedy pomyślałam, że nazwiemy cię Kacper.
- Kacper! - ucieszył się tata. - A wiesz, że i mnie to imię chodziło po głowie. Miszko, poznajcie się - to jest Kacper.
- Od tej chwili byłeś już Kacprem - opowiadała mama. - Tak się do ciebie zwracałam i wyobrażałam sobie, jak będziesz wyglądał, w co się będziesz bawił, co polubisz... Stawiałam sobie na brzuchu Miszkę i rozmawiałam z tobą w jego imieniu, a wtedy prawie zawsze się uspokajałeś, tak jak za pierwszym razem.
- Jedno jest pewne - mówił tata - Miszkę na pewno polubi. A raczej już polubił.
- Kiedy jechałam do szpitala, żeby cię urodzić, mocno trzymałam Miszkę za łapkę. Na pierwszych zdjęciach ze szpitala jesteśmy we czworo -ty, ja, tata i Miszka.
O tym, co było potem, mama nie musiała nawet opowiadać. Kacper sam pamiętał, a jeśli nawet czegoś nie pamiętał, o wszystkim przypominały mu kolejne zdjęcia.
Roczny Kacper na wysokim foteliku próbuje trafić łyżką do buzi. Cały jest usmarowany zupą. Obok niego siedzi Miszka, usmarowany tak samo jak Kacper.
Tata czyta trzyletniemu Kacprowi książkę. Kacper pokazuje jakiś obrazek. Miszka się przygląda.
Pięcioletni Kacper z rodzicami na plaży. Miszka leży na kocu i się opala.
- Całe szczęście, że w ostatniej chwili wytłumaczyłem ci, że misie nie używają kremu - powiedział tata. - Jeszcze chwila i Miszka stałby się białym niedźwiedziem.
To wszystko było kiedyś - dawno albo nawet bardzo dawno temu. Teraz Kacper chodził już do szkoły. Wiedział, że misiów nie smaruje się kremem, sam czytał sobie książki, no i oczywiście bezbłędnie trafiał łyżką do buzi. Miszka siedział sobie na jego biurku. Aż do dzisiaj.
Kacper stanął przed pokojem rodziców. Trzymał Miszkę. Spojrzał mu w oczy, a potem zapukał do drzwi.
Mama czytała w łóżku jakieś pismo. Jej krąglejący z tygodnia na tydzień brzuszek wyglądał już jak łagodna górka.
- Mogę, mamo? - zapytał Kacper.
Mama uśmiechnęła się i pokiwała głową. Kacper podszedł bliżej.
- Robi fikołki? - zapytał.
Mama znów pokiwała głową. Kacper wiedział, co ma robić. Delikatnie położył Miszkę mamie na brzuchu i powiedział:
- Miszko, poznajcie się - to jest Marysia, moja siostra. Mama zamrugała i przejechała Kacprowi ręką po włosach.
- Marysia! - powiedziała z uśmiechem. - A wiesz, że i mnie, i tacie to imię chodziło po głowie...

„Świerszczyk”

zaznacz i zamknij wróć do góry



W krainie trolli - BARBARA ZARZECKA

Hurra, wreszcie ferie! Czyli luz, wolność, przygoda i zimowe podróże. Wsiadaj więc do magicznych sań i mocno się trzymaj, a ja zabiorę Cię na niezwykłą przejażdżkę. Gwarantuję, że wrażeń nie zabraknie, bo oto... W zamku na odludziu spotkasz okropne trolle z wieloma głowami i jednym okiem; pod ciężkim głazem - smoka, który zechce Cię pożreć; a w gęstwinie lasu dostrzeżesz pędzącego białego niedźwiedzia z królewną na grzbiecie. Takie czary tylko w mroźnej Norwegii, a dokładniej w „Zamku Soria Moria” – książce pełnej niezwykłych opowieści.
W podróży najczęściej towarzyszyć nam będzie Askeladden, najmłodszy i podobno najgłupszy, najmniej odważny i najbardziej leniwy z trzech braci (to się jeszcze okaże!). Zobaczymy, jak on i inni obdarci biedacy będą walczyć o typową baśniową nagrodę, czyli rękę i majątek królewny. By na to zasłużyć, muszą wykonać jakieś arcytrudne zadanie: przynieść z końca świata wodę na herbatę dla swej przyszłej żony, przegadać wyjątkowo przemądrzałą księżniczkę, upilnować królewskich zajęcy. By się udało, muszą wykazać się odrobiną sprytu, odwagi i mieć szczęście. A jeśli po drodze pomogą komuś słabszemu od siebie – to zwycięstwo murowane.
Norweskie baśnie na pewno spodobają się tym, którzy nie lubią słodkich księżniczek, upudrowanych książąt i bogato zdobionych karet. Tu, w „Zamku Soria Moria”, jest prawdziwy świat – czasem zły, brzydki i podstępny, czasem śmieszny i zwariowany, a czasem pełen dobra i miłości.
„Zamek Soria Moria. Baśnie norweskie”, wydawnictwo Media Rodzina, 2010 (audiobook czyta Anna Seniuk). Książka ta to czwarta część serii przybliżającej baśnie z całego świata. Inne to: „Żółty smok. Baśnie chińskie”, „Czarownica Nanga. Baśnie afrykańskie” oraz „Czerwonobrody czarodziej. Baśnie celtyckie”.

zaznacz i zamknij wróć do góry



Baśnie norweskie: O chłopcu, który poszedł do północnego wiatru odebrać mąkę

Była sobie kiedyś staruszka, która miała syna jedynaka. Była chorowita, poprosiła więc syna, by poszedł do spiżarni i przyniósł mąki na obiad. Gdy chłopiec schodził po schodach ze spiżarni, nadbiegł północny wiatr, uniósł z sobą mąkę i z szumem popędził dalej.
Chłopiec wrócił do spiżarni po mąkę, a gdy wszedł na schody, północny wiatr znów mu mąkę zabrał. Za trzecim razem było tak samo. Wtedy chłopca ogarnął gniew. Uważał, że północny wiatr wyrządził mu krzywdę. Postanowił więc wyruszyć na jego poszukiwanie i zażądać zwrotu mąki.
I powędrował w świat. Droga była długa, szedł i szedł. Wreszcie dotarł do północnego wiatru.
— Dzień dobry! — powiedział chłopiec. — Dziękuję za ostatnie spotkanie.
— Dzień dobry! — odparł północny wiatr surowym głosem. — Dziękuję również. Czegóż chcesz ? — dodał.
— Ach — rzekł chłopiec — chciałem cię prosić, byś był tak dobry i oddał mąkę, którą mi porwałeś, gdy stałem na schodach spiżarni. Mamy już bardzo mało mąki, a jeśli jeszcze ty zabierzesz nam tę odrobinkę, przyjdzie nam umrzeć z głodu.
— Nie mam mąki — rzekł północny wiatr. — Skoro jednak jesteście w biedzie, dam ci obrus, który obdarzy cię wszystkim, czego dusza zapragnie. Musisz tylko powiedzieć: obrusie, obrusie, rozpostrzyj się!
Spodobało się to chłopcu i ruszył do domu. Lecz, że droga była daleka, musiał przenocować w przydrożnej gospodzie. Gdy ludzie zasiedli do kolacji, rozłożył na stole stojącym w kącie obrus i rzekł:
— Obrusie, obrusie, rozpostrzyj się!
Nie zdążył jeszcze wypowiedzieć ostatniego słowa, a już na stole pojawiły się najprzedniejsze dania. Wszyscy uważali, że to cudowna rzecz. A najbardziej spodobało się to karczmarce. Pomyślała sobie: obejdzie się bez krzątaniny przy gotowaniu, pieczeniu, nakrywaniu do stołu i podawaniu.
W nocy, kiedy wszyscy spali, wzięła cudowny obrus, a położyła inny, wprawdzie podobny do tego, który chłopiec dostał od północnego wiatru, ale nie umiejący podać nawet owsianki.
Gdy chłopiec się obudził, wziął obrus i ruszył w drogę. Tego dnia dotarł do domu, do matki.
— Byłem u północnego wiatru — rzekł do matki. — Był bardzo dobry. Dał mi ten obrus i gdy tylko powiem: obrusie, obrusie, rozpostrzyj się! zjawia się wszystko, czego tylko zapragnę.
— Ach, bajesz — rzekła matka. — Nie uwierzę, póki nie zobaczę na własne oczy.
Chłopiec czym prędzej przysunął stół, który przykrył obrusem i powiedział:
— Obrusie, obrusie rozpostrzyj się! — ale na stole nie pojawiły się nawet podpłomyki.
— Nie pozostaje mi nic innego, jak znów iść do północnego wiatru — rzekł chłopiec i poszedł w świat.
Szedł długo, aż wreszcie zaszedł tam, gdzie mieszka północny wiatr.
— Dobry wieczór! — powiedział chłopiec.
— Dobry wieczór! — odparł północny wiatr.
— Chciałbym dostać coś za mąkę, którą mi zabrałeś, bo obrus, nie na wiele się zdał.
— Nie mam mąki — odrzekł północny wiatr. — Dam ci jednak koziołka, który robi złote dukaty. Musisz tylko powiedzieć: daj pieniądze!
Chłopiec przystał na to. Ponieważ jednak do domu było daleko, trafił znów do tej samej gospody. Nim o cokolwiek poprosił, wypróbował koziołka. I rzeczywiście północny wiatr miał rację. Gdy to karczmarz zobaczył, przyznał w duchu, że to cudowne zwierzę, i kiedy chłopiec usnął, wymienił je na koziołka, który nie robił dukatów.
Następnego ranka chłopiec powędrował dalej. Gdy przyszedł do domu, rzekł do matki:
— A jednak dobry jest ten północny wiatr. Tym razem dał mi koziołka, który robi złote dukaty. Muszę tylko wypowiedzieć: daj pieniądze!
— Wiem, wiem — rzekła matka. — To tylko gadanie, nie uwierzę, nim nie zobaczę.
— Koziołku mój, daj pieniądze! — powiedział chłopiec, lecz to, co koziołek zrobił, nie było niestety pieniędzmi.
Znowu więc wyruszył chłopiec w drogę do północnego wiatru. Powiedział, że koziołek nie na wiele się zdał i że chce mąki.
— Tak, nie mam ci co dać. Pozostał mi tylko ten oto stary kij stojący w kącie. Ale gdy powiesz: kiju samobiju, bij! będzie walił, póki nie powiesz: kiju samobiju, stój!
Droga do domu była długa, więc i tym razem zaszedł chłopiec do karczmy. Domyślił się, co się stało z obrusem i koziołkiem. Położył się więc na ławie i zaczął chrapać, udając, że śpi. Gospodarz był przekonany, że i kij do czegoś służy. Gdy więc usłyszał, że chłopiec chrapie, przyniósł inny kij, który chciał podłożyć na miejsce cudownego. Wtedy chłopiec rzekł:
— Kiju samobiju, bij!
A kij walił tak, że gospodarz skakał przez stoły i ławy, krzyczał i błagał:
— O Boże, Boże! Powiedz, żeby kij przestał walić. Zabije mnie przecie. Oddam ci obrus i koziołka.
Gdy chłopcu wydawało się, że gospodarz ma już dosyć razów, rzekł:
— Kiju samobiju, stój!
Potem zabrał swój obrus, włożył go do kieszeni, do jednej ręki wziął kij, drugą prowadził na sznurku koziołka i powędrował do domu. Teraz miał sowitą nagrodę za mąkę.

Przełożyła Adela Skrentna

zaznacz i zamknij wróć do góry



Tajemniczy księżyc - ANNA PASZKIEWICZ

Czy ktoś kiedyś poznał wielką tajemnicę:
jak i po co swoje kształty księżyc zmienia?
Czemu czasem bywa srebrną kulą blasku,
by się wkrótce niemal cały skryć do cienia?

Czemu ciągle przeobraża swoją postać –
raz w rogalik, a raz w piłkę? Czy ktoś zgadnie?
To jest cienki i chudziutki – istne chuchro!
To znów czeka, aż go z nieba ktoś ukradnie.

Może karmi się sennymi marzeniami
i gdy braknie ich, to kurczy się i znika?
Gdy zaś głowę mamy pełną snów niezwykłych,
zaokrągla się, bo wszystkie je połyka?...

zaznacz i zamknij wróć do góry



Dla każdego coś ciekawego

Księżyc to najbliższe Ziemi ciało niebieskie w Układzie Słonecznym. Nie ma tam powietrza o takim składzie, jakie występuje na Ziemi. Dlatego na Księżycu nie rozwinęło się żadne życie. Księżyc jest jedynym naturalnym satelitą Ziemi, co oznacza, że orbituje on wokół naszej planety, która z kolei krąży dookoła Słońca.
Xxx
Księżyc oświetlany jest przez Słońce. O każdej porze połowa Księżyca znajduje się w świetle dziennym, a druga połowa pogrążona jest w ciemnościach. Podczas wędrówki Księżyca po orbicie wokół Ziemi widoczna jest większa albo mniejsza część jego oświetlonej strony. Zjawisko to nazywamy fazami Księżyca. Wygląd jego oświetlonej części widzianej z Ziemi zmienia się tak, jak to opisano w wierszu – od cienkiego sierpa do pełnej tarczy. Cały cykl trwa 29 i pół dnia, a rozpoczyna się, kiedy księżyc jest w nowiu. Jest to właśnie miesiąc księżycowy, nieco krótszy od miesiąca w naszym kalendarzu. Z tego względu dawniej Księżyc nazywano też miesiącem.
Xxx
Księżyc jest dużo mniejszy od Ziemi – jest wielkości jej czwartej części. Jego powierzchnia pokryta jest skałami i pyłem księżycowym. Znajdują się tam również kratery. Większość z nich powstała 3 miliardy lat temu, kiedy meteory bombardowały Księżyc. Po wybuchach pozostawały kratery, a wyrzucone z nich skały utworzyły łańcuchy górskie. Znaczną część większych kraterów wypełniła lawa wulkaniczna. Powierzchnia Księżyca pozostaje niezmieniona od milionów lat.
Xxx
Istnieje wiele teorii na temat powstania Księżyca. Według jednej Księżyc został schwytany przez siły grawitacyjne Ziemi. Inna głosi, iż został on stworzony z resztek skał ziemskich. Najbardziej prawdopodobne jest jednak, że duży obiekt (wielkości na przykład Marsa) zderzył się z Ziemią, a z kamieni odłączonych w wyniku wybuchu powstał Księżyc.
Xxx
W latach 1969-72 na Księżycu wylądowało 12 ludzi. Na jego powierzchni spędzili ponad 80 godzin. Zwiedzili tam prawie 90 kilometrów kwadratowych, robiąc różne eksperymenty, a także grając w golfa. Pierwszym człowiekiem, który stanął w lipcu 1969 roku na Księżycu był Neil Armstrong, amerykański astronauta. Spędził na jego powierzchni 2 godziny i 35 minut. Natomiast pierwszą osobą, która poleciała w kosmos był Jurij Gagarin, radziecki astronauta i było to w kwietniu 1961 roku.
Xxx
Kiedy astronauci opuszczali Księżyc, pozostawili tam nie tylko sprzęt, ale także ślady swoich stóp. Te namacalne dowody obecności człowieka na Księżycu pozostaną przez miliony lat, ponieważ nie istnieje tam życie ani powietrze, które mogłyby je zatrzeć.

zaznacz i zamknij wróć do góry



Mój dziadek - HALINA SZAL

W dziadka oczach
mieszkają
figlarne chochliki –
wesołe jak kocięta
i ciepłe jak promyki.

Dziadek to mój kumpel,
przyjaciel na sto-dwa
zaprasza mnie do kina
i w szachy ze mną gra.
Zabiera mnie na basen
i mecze koszykówki,
robi dla mnie latawce
i papierowe łódki.

I nigdy się nie śpieszy
i nigdy się nie złości,
ma w sercu okruch nieba
i morze cierpliwości.
Czy wejdę do kałuży,
czy nowy dres poplamię,
nie mrugnie nawet okiem
i nie naskarży mamie.

Dziadek uczył mnie czytać
i jeździć na rowerze,
teraz ja go uczę
grać na komputerze.

zaznacz i zamknij wróć do góry



Szkolne przedstawienie - HALINA SZAL

– Za trzy tygodnie obchodzimy Dzień Babci i Dzień Dziadka – powiedziała pani pod koniec lekcji. – Czy zastanawialiście się, co mogłoby sprawić radość waszym babciom i dziadkom? – Pani spojrzała wyczekująco na swoich uczniów.
Pierwsza odezwała się Joasia.
– Narysujmy laurki. Moja babcia zawsze się cieszy, kiedy dla niej coś narysuję.
– Eeee… – skrzywił się Tomek. – To dobre dla przedszkolaków. Poza tym w zeszłym roku rysowaliśmy portrety babci i dziadka. W tym roku powinniśmy wymyślić coś innego.
– Portrety to bardzo fajny pomysł! – zawołała Paula. – Mój dziadek powiesił sobie portret w przedpokoju koło lustra, a babcia powiedziała, że nawet na ślubnym zdjęciu tak ładnie nie wygląda.
– Możemy kupić jakieś prezenty… – bez przekonania odezwał się Szymek.
– Nie, proszę pani, nie prezenty – zaprotestowała Ula. – Ja wydałam już całe kieszonkowe.
Kiedy zapadła cisza, pani uśmiechnęła się i zapytała:
– Na pewno wiecie, co lubią wasze babcie i wasi dziadkowie.
– Moja babcia lubi… – odezwał się niepewnie Wojtek, siedzący w pierwszej ławce – jak recytuję wierszyki. – Widząc zachętę w oczach pani, dodał – Albo kiedy śpiewam…
– A mój dziadek lubi, kiedy mu czytam bajki – wyrwała się Karina.
– Tak? To wspaniale! – roześmiała się pani. – A co byście powiedzieli, gdybyśmy w szkole urządzili „choinkę” dla babć i dziadków? Prezentem byłoby przedstawienie. Sami byście je przygotowali i w nim zagrali.
Trzecioklasiści aż zaniemówili zaskoczeni pomysłem nauczycielki. Milczenie przerwała Kasia.
– Ale super! – zawołała. – Ja będę księżniczką.
– A dlaczego ty? – zaperzyła się Małgosia. – Ja też chcę być księżniczką.
– I ja, i ja… – rozległy się głosy kilku dziewczynek.
– Chwileczkę – Pani położyła palec na ustach, jakby chciała uciszyć maluchy. – Mogę coś powiedzieć? – A kiedy zapanował spokój, wyjaśniła: – Nie będzie księżniczek ani książąt, ponieważ przygotujemy przedstawienie według bajki „Czerwony Kapturek”. W tej bajce występuje chora babcia.
Ledwie padły te słowa, a w górę podniósł się las rąk. O dziwo, do odpowiedzi wyrywali się przeważnie chłopcy. Jednak nie wytrzymali długo, bo zaczęli wykrzykiwać jeden przez drugiego:
– Ja będę wilkiem, proszę pani…
– Nie, bo ja!
– A właśnie że ja… Mam stary kożuch dziadka i w ogóle…
– Ja chcę być leśniczym – odezwał się piskliwym głosikiem najmniejszy w klasie Pawełek.
– Ja będę Czerwonym Kapturkiem – zgłosiła się Zuzia.
– Ja też chcę być Czerwonym Kapturkiem – zawołała Basia, a po niej jeszcze dwie uczennice.
Pani klasnęła w ręce.
– Proszę o ciszę! – z trudem uspokoiła rozgorączkowaną klasę i wyjaśniła:
– Aby nie było kłótni o role, zrobimy wybory. Podobne do tych, w jakich dorośli wybierają prezydenta. Wszyscy chętni do zagrania wilka i innych postaci z bajki zostaną wpisani na kartki do głosowania. Potem każdy z was przy nazwisku dziecka, które waszym zdaniem powinno zagrać rolę, postawi krzyżyk. Kto otrzyma najwięcej głosów, dostanie wymarzoną rolę. Zgadzacie się?
Wszystkim uczniom spodobał się pomysł pani, ponieważ uznali, że tak będzie sprawiedliwie.
Już następnego dnia zostali wybrani aktorzy. Tylko babci nikt nie chciał zagrać.
– No to mamy kłopot – powiedziała pani i zażartowała: – Jeśli nikt się nie zgłosi, to ja będę babcią. Może jednak znajdzie się chętny? – spojrzała z nadzieją po klasie i dodała: – Pamiętajcie, że prawdziwy aktor musi być gotów do zagrania każdej roli – nawet złodzieja i Baby Jagi.
– Dobra, będę babcią – powiedziała bez entuzjazmu Dominika, zawsze uśmiechnięta i wesoła dziewczynka, i wszyscy pomyśleli, że nie bardzo się nadaje do roli chorej staruszki. Ale skoro nie było nikogo innego, rola przypadła Dominice.
Nareszcie pani rozdała teksty do nauczenia się na pamięć i powiedziała:
– Część klasy także zagra w przedstawieniu, chociaż bez tekstu. Ela będzie kotem babci, Krysia – wiewiórką, Krzyś – drzewem, Jagoda – poziomką. Zgoda? – A kiedy dzieci kiwnęły potakująco głowami, zwróciła się do Piotrusia: – A ty kim chciałbyś być?
– Ja? – chłopiec zastanowił się chwilę i odparł: – Może lisem?
– Dobrze – powiedziała pani. – Pomyślmy, kogo jeszcze w lesie mógł spotkać Czerwony Kapturek.
– Sowę – zawołał Grześ i zgłosił się do tej roli, bo pomyślał, że fajnie będzie pohukiwać.
– Pozostali uczniowie, którzy nie mają żadnej roli, przygotują zaproszenia dla naszych miłych gości i afisz, który powiesimy w korytarzu na tablicy ogłoszeń, a także pomogą przy dekoracjach – oznajmiła pani na koniec.
Tym sposobem cała klasa włączyła się w przygotowanie przedstawienia. Potem nastąpiły żmudne próby i wreszcie nadszedł upragniony dzień. Przed występem było jeszcze dużo bieganiny, przepychanek, a nawet drobnych kłótni, ale wszystko poszło w niepamięć po „choince”.
Okazało się, że praca dała dobre efekty. Przedstawienie tak bardzo spodobało się babciom i dziadkom, że długo nie cichły brawa i realizatorzy musieli raz po raz za nie dziękować ukłonami. Uczniowie postanowili na Dzień Mamy i Dzień Taty wystawić „Jasia i Małgosię”. Ale to już inna historia.

zaznacz i zamknij wróć do góry



Małe co nieco: Karnawał na okrągło

Lubisz pralinki? Te małe magiczne kuleczki rozpływające się w ustach, najeżone orzechami, wypełnione kokosem, oblane czekoladową polewą lub obsypane kakaowym puchem? Wiesz, że najlepsze (i najdroższe) praliny na świecie wciąż robione są ręcznie? Co Ty na to, by swą kuchnię zamienić w prawdziwą fabrykę czekoladek? Wdziać fartuch, przeistoczyć się w Wielkiego Mistrza Pralina i najpierw sięgnąć do przepisu, a potem samemu wymyślić tajną recepturę. Na Dzień Babci i Dziadka będzie prezent jak znalazł!

Czekoladowe trufle

Składniki:
400g czekolady mlecznej,
180 ml śmietanki 30%,
Kakao (ok. 4 łyżek).

Przygotowanie
Czekoladę połam na kawałki i włóż do metalowej miski (najlepiej takiej specjalnej do gotowania na parze). Poproś kogoś dorosłego, by postawił ją na garnku z gotującą się wodą i co jakiś czas mieszał do momentu, aż czekolada zamieni się w płynną, gęstą masę. Wtedy należy zdjąć ją z garnka i odstawić w chłodne miejsce. Gdy miska ostygnie na tyle, by Cię nie poparzyć, dodaj śmietankę. Wymieszaj masę, aż będzie gładka, a po całkowitym ostygnięciu włóż ją do lodówki na 2 godziny.
Po tym czasie możesz wziąć się za lepienie trufli. Na początek wysyp na talerz kakao. Łyżeczką nabieraj masę i lep w rękach małe okrągłe kuleczki. Obtaczaj w kakao i układaj na talerzu. Wstaw do lodówki przynajmniej na pół godziny.

Bakaliowe praliny

Składniki:
pół szklanki suszonych śliwek,
pół szklanki daktyli,
pół szklanki fig suszonych,
pół szklanki orzechów włoskich,
3 łyżki kakao,
3 łyżki miodu.

Przygotowanie
Śliwki, daktyle, figi i orzechy zmiel w blenderze. Przesyp do miski i wymieszaj z miodem i kakao. Lep małe kulki i układaj na talerzu. Wstaw do lodówki przynajmniej na pół godziny.

zaznacz i zamknij wróć do góry



Ty też potrafisz! Laurka z życzeniami - EWA KOWALSKA

Witajcie, Czytelnicy!
21 stycznia świętujemy Dzień Babci, a zaraz po nim, 22 stycznia, Dzień Dziadka. Warto już wcześniej pomyśleć o jakimś miłym drobiazgu. Dziadkowie z pewnością bardziej ucieszą się, jeśli sam zrobisz dla nich laurkę, niż gdy podarujesz im kupione kwiaty i kartkę.

Materiały potrzebne do wykonania pracy:
1. kartka z bloku technicznego formatu A4;
2. kilka kolorowych kartek z bloku rysunkowego;
3. dziurkacz ozdobny z motywem kwiatka;
4. klej;
5. czarny mazak lub cienkopis;
6. wstążka.

Sposób wykonania
1. Kartkę formatu A4 składamy na pół.
2. Z kolorowych kartek ozdobnym dziurkaczem wycinamy kilka kwiatków.
3. Kwiaty układamy pośrodku kartki, tworząc zadowalający nas wzór, a następnie przyklejamy je klejem.
4. Czarnym mazakiem lub cienkopisem rysujemy łodygi.
5. Ze wstążki robimy kokardkę i przyklejamy przy łodygach.
6. Teraz tylko zostało napisanie życzeń. Spróbujcie wymyślić je sami, niech będą oryginalne.
Uwaga! Podane materiały i sposób przygotowania mają być dla Was inspiracją, możecie zastąpić je czymś innym. Bądźcie kreatywni!

zaznacz i zamknij wróć do góry



Ćwicz razem z nami: Z górki na pazurki - BEATA ORLIŃSKA

Nie siedź w domu, gdy na dworze prószy śnieżek - ciesz się z każdego białego i mroźnego dnia, bo to wyśmienita okazja do wspaniałej zabawy na zewnątrz.
Zaraz pewnie zaczniesz marudzić, że jest za zimno albo że się przeziębisz, lub że nie masz nowych sanek. Otóż ruch na zewnątrz w mroźne dni to samo zdrowie, oczywiście pod warunkiem, że się odpowiednio ubierzesz i nie zapomnisz o zachowaniu zasad bezpieczeństwa. Obowiązkowo załóż czapkę, szalik i rękawiczki, a pod kurtką miej nawet kilka warstw odzieży. Nie możesz też zapomnieć o posmarowaniu rąk i buzi tłustym kremem, aby zabezpieczyć je przed mrozem.
A sprzęt? Aby dobrze się bawić, wcale nie musisz mieć nowych i drogich sanek. Z górki można zjeżdżać dosłownie na wszystkim. Nie polecam jednak szusowania na plecaku szkolnym. Pewien chłopiec w zeszłym roku miał duże kłopoty po tym, jak wykorzystał do tej zabawy swój tornister i wszystkie jego książki przemoczyły się od śniegu, który „niechcący” dostał się do środka.
W najbliższej okolicy nie ma żadnej górki? I tak możesz świetnie spędzić czas na sankach. Oto kilka propozycji fajnych zabaw.
Wyścigi zaprzęgów
Dobierzcie się w pary lub w trójki. Wyznaczcie linię startu i mety. Jedna osoba siada na sanki, a pozostałe ją ciągną. Wygrywa oczywiście ten zaprzęg, który pierwszy dotrze do mety.
Można urozmaicać wyścigi – na przykład ustalić, że w następnym biegu tylko pchamy sanki albo że pasażer ma siedzieć tyłem, bokiem lub leżeć na brzuchu.

Wyścigi morsów
Kładziemy się na sankach na brzuchu i samodzielnie odpychamy rękami od zaśnieżonego podłoża (do tej zabawy koniecznie załóż rękawiczki). Wygrywa osoba, która pierwsza przejedzie linię mety. Uwaga! Pamiętaj, żeby ręce układać daleko od płóz, aby nie najechać sobie na dłonie.

Kulig
Łączymy parę sanek w jeden zaprzęg i próbujemy ciągnąć kilkoro dzieci na raz. Wygrywa ta drużyna, której uda się przeciągnąć przez wyznaczony odcinek jak najwięcej osób.

Zjazdy z górki
1. Klasyczny zjazd jednej osoby:
• przodem,
• tyłem,
• bokiem,
• na brzuch,
• na „małpkę” – ręce i nogi na sankach, a pośladki uniesione są nad sankami.
2. Zjeżdżanie w parach:
• obie osoby siedzą skierowane buziami w dół stoku,
• jedna osoba siedzi przodem, druga tyłem,
• jedna osoba siedzi przodem, druga zjeżdża na butach, trzymając się z tyłu sanek,
• na „kanapkę” – jedna osoba leży na brzuchu, druga kładzie się na niej i razem zjeżdżają.
Jeśli nie masz sanek, to nic nie szkodzi, jeszcze szybciej zjeżdża się na jabłuszku czy na reklamówce wypchanej śniegiem.
Aby zabawa na sankach była udana, musisz jednak pamiętać o kilku zasadach:
1. Należy dobrze sprawdzić podłoże, po którym będziesz jeździć, korzenie, szkła, kamieni- mogą spowodować wypadek.
2. Na trasie zjazdu powinny znajdować się tylko jedne sanki.
3. Pod górkę nie wchodzimy po trasie zjazdu, tylko bocznym stokiem.
4. Gdy już dotrzesz na dół, szybko zejdź z trasy, aby nikt na Ciebie nie wpadł.
5. Zawsze pamiętaj o bezpieczeństwie swoim i innych.
Zabaw z sankami może być dużo więcej, wszystko zależy od Waszej wyobraźni. Życzę niezłej frajdy i duuuuuużo śniegu!

zaznacz i zamknij wróć do góry



Time for English

Hello. How are you? Mam dla Was ciekawą historyjkę,a przynajmniej myślę, że ciekawą. Podzielę ją na krótkie fragmenty. Po każdym znajdziecie słowniczek. Gotowi? Are you ready?
Today I’d like to tell you about our new, very special student. Her name is Amber and she studies psychology at KUL – The John Paul II Catholic University of Lublin.
today – dzisiaj
I’d like to tell you – chciałbym Wam powiedzieć
new – nowy
very special – bardzo szczególny, wyjątkowy
study (she studies) – studiować (studiuje)

Every morning she comes to the university by bus but she never buys a ticket. So far she is lucky. She hasn’t been caught by ticket inspectors!
every morning – każdego ranka
by bus – autobusem
never – nigdy
buy – kupować
ticket – bilet
is lucky – ma szczęście
she hasn’t been caught – jeszcze jej nie złapano, jeszcze jej nie złapali
ticket inspectors – kontrolerzy

When she comes to the university she goes straight to one of the lecture halls and sits on the floor. Sometimes she lies down. She thinks that chairs are uncomfortable.
when – gdy, kiedy
she goes straight to – idzie prosto do
one of the lecture halls – jedna z sal wykładowych
sit down – siadać
floor – podłoga
sometimes – czasami
lie down – kłaść się
she thinks that – myśli, że
chairs – krzesła
uncomfortable – niewygodne

What does Amber look like? Well, she is not very big. She is black and she doesn’t wear any clothes. She doesn’t like dresses and she doesn’t want to wear two pairs of trousers.
what does (she) look like? – jak wygląda?
well – tu: no więc
big - duża
black – czarna
she doesn’t wear – nie nosi (na sobie)
clothes – ubrania
dress – sukienka
she doesn’t want to wear – nie chce wkładać na siebie
two pairs – dwie pary
trousers – spodnie

Amber is still very young. She is three years old but she is very clever. What does she look like? Well, she is not very big. She is black. She has four legs and a tail. What? A student with a tail?
still – wciąż, jeszcze
young – młoda
clever – mądra
what does dhe look like? – jak wygląda?
not very big – niezbyt duża
black – czarna
leg- noga
a tail – ogon

Yes. Amber is a dog. And she is a very special dog. She is a guide dog. She comes to the university with Paulina who is the real student. But Amber goes to all lectures with Paulina so I am sure that she is now a very wise dog. And I have noticed that Amber and Paulina are great friends!
a guide dog – pies przewodnik osób niewidomych
the real student – ta prawdziwa studentka
all lectures – wszystkie wykłady
I am sure – jestem pewien
wise – mądry (uczony)
I have noticed that – zauważyłem, że
friend - przyjaciel

Oh, and one more thing. Amber is not completely naked when she comes to the university, She wears a harness and a sign: Do not stroke me. I am working.
one more thing – jeszcze jedna rzecz
completely – całkiem
naked – naga
she wears – ma na sobie
harness – uprząż
a sign – tabliczka
stroke – głaskać
I am working – ja teraz pracuję

No i co? Prawda, że Amber to bardzo interesująca studentka? To może teraz wszyscy razem zawołajmy: “Happy New Year Amber! Happy New Year Paulina!”. Oczywiście Wam też życzę pięknego, pełnego radości i sukcesów nowego roku!

Bob

zaznacz i zamknij wróć do góry



Promyczkowe zagadki z lodowej chatki

1. Na mroźnej północy
Na krach się wyleguje
albo dokazuje.
W wodzie nurkuje,
gdy na jej skórę ktoś poluje.

2. Ten ptak biało-czarny
świetnie ryby łowi,
choć lotnik z niego marny,
w wodzie nikt go nie dogoni.

3. Zamiast z cegieł, z bryłek lodu.
Z lodowcem zamiast ogrodu,
domek na Grenlandii typowy -
ciekawe, czy może być kolorowy.

4. Te wodne olbrzymy
arktyczne morza zamieszkują.
By zdobyć tran i fiszbiny,
ludzie na nie polują.

5. Ludy z północy,
co renifery ujeżdżają,
nie boją się nocy,
które pół roku trwają.

6. Na śniegu i lodzie
nie przyda się wóz.
W polarnym chłodzie
tylko ten pojazd będzie Cię wiózł.

7. Ssaki morskie
z wielkimi kłami,
myśliwi z północy
podążają za ich stadami.

8. Na północy zimą i wiosną
niebo płonie kolorowymi ogniami.
Tę iluminację radosną
zawdzięczamy reakcjom między powietrza atomami.

Ukryte słowo
Odgadnij wyrazy zawierające słowo: kra.
1. Brzeg np. przepaści
2. Wiązany na szyi przez panów jako dodatek do garnituru
3. Stragan na ulicy lub na targu
4. Gdy odkręcisz kurek, poleci z niego woda
5. Przywłaszczenie
6. Wzór na spódniczce Szkota
7. Skorupiak ze szczypcami, podobny do raka.
8. Państwo
9. Nagły spadek akcji na giełdzie, może prowadzić graczy do bankructwa
10. Odgłos wydawany przez wronę

Dwuznaczności
1. Latem, by go polizać albo zimą, by na łyżwach podokazywać
2. Morski lub śniegowy
3. Śniegu lub kwiatka
4. Psi albo reniferów
5. Na mleku albo do ubrania w zimie

zaznacz i zamknij wróć do góry



Uśmiechnij się!

Uwaga: złodziej!
Gajowy złapał w lesie złodzieja, który kradł ścięte drzewo.
– A! Kradniemy drzewo?
– Ale ja tylko zbieram paszę dla królików!
– Chcesz mi wmówić, że króliki jedzą drewno?
– Jeśli nie będą chciały, to napalę nim w piecu.

Apetyt!
– Chcesz zjeść cały ten placek sam?
– Oczywiście, że nie sam; z bitą śmietaną!

Miłośnik książek
Staś chce kupić książkę. W księgarni zamiast książki na półce jest napis: „Dostępna po premierze”.
– Od pana premiera książek nie będę kupował – oburza się Staś.

Przychodzi baba do lekarza...
Przychodzi baba do lekarza... z okularami na brzuchu. Lekarz pyta:
– Co pani dolega?
– Ślepa kiszka – odpowiada pacjentka.

Jaki prezent?
Dwaj policjanci zastanawiają się, co kupić komendantowi na urodziny:
– Może książkę? – mówi jeden.
– Eee, coś ty, książkę to on już ma.

Czy dobrze się zrozumieli?
– Panie kelner! Już od pół godziny próbuję odkroić kawałek tego kotleta!!!
– Proszę się nie martwić... Zamykamy dopiero o dwudziestej drugiej.

Niebywała zgodność
Fryzjer do klienta:
– Chciałbym zapytać, jakie są pana przekonania polityczne.
– Dokładnie takie same jak pańskie.
– Przecież pan nie zna moich przekonań.
– Ale pan ma w ręku nożyczki!

Tylko brać!
Kowalscy wybrali się w góry, ale zepsuł im się samochód...
– Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu?
– Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole...

zaznacz i zamknij wróć do góry



Rozwiązania zagadek z nr 12:

Zagadki: 1. łańcuch, 2. bombki, 3. gwiazda, 4. aniołki, 5. orzechy, 6. cukierki, 7. lampki/światełka, 8. jabłka.
Ukryte słowo: 1. dygotać, 2. dygnitarz, 3. łodyga, 4. dygresja, 5. Karpaty, 6. skarpetki, 7. karpatka, 8. Karpacz, 9. skarpa.
Dwuznaczności: 1. igły, 2. dzwoneczki, 3. żłób, 4. gwiazda betlejemska, 5. pasterka.

zaznacz i zamknij wróć do góry

Wersja offline wygenerowana automatycznie.
Copyright © 2009 Pochodnia. Wszelkie prawa zastrzeżone.